Archiwum
91.
John jest facetem ktory przekroczyl 60-tke. Smukla sylwetka, rozwichrzony wlos przypominajacy Einsteina lub zwariowanego doktora z
“Powrotu do przeszlosci” . Od czasu do czasu energicznie gestykuluje I podnosi glos. Nasza rozmowa schodzi na tematy gospodarczo-
polityczne. Powoduje to jeszcze wieksze wybuchy energii. “Spojrz jak oni tu mieszkaja, widzisz ten dom. Nalezy do jakiegos mafiosa”.
Solidne ogrodzenie, oraz kamery czuwaja nad bezpieczenstwem wlasciciela. Za chwile dodaje, “teraz skrec w prawo, o tutaj mieszka
LL Cool J”
Od kilku tygodni udziela mi lekcji nauki jazdy. Pracuje jako intstruktor w niewielkiej firmie prowadzonej przez imigranta z Bangladeszu.
Kazdego tygodnia dzieli sie ze mna swoimi frustracjami. Szef z ktorym ledwo sie moze dogadac, wymaga od niego zakupu telefonu
komorkowego. Ma byc w stalym kontakcie, ale nie bedzie otrzymywal zwrotu za uzywanie telefonu dla celow sluzbowych. Kilka lat
wczesniej przeszedl do innej firmy, kiedy odmowil prowadzenia lekcji w warunkach snieznych. Teraz byl zmuszony wrocic w to samo
miejsce.
Jest osoba samotna, weteranem wojny w Wietnamie. Czlowiekiem od misji specjalnych, jak sam mowi “wysylal ludzi na smierc”. Od
kilkudziesieciu lat pracuje jako intstruktor jazdy. Uczyl sie od najlepszych, od tych co zakladali te interesy w Nowym Jorku po II wojnie
swiatowej. Z checia wspomina te dawne lata, historie swojego ojca ktory mial jakis “zgrzyt” z Frankiem Sinatra I jego obstawa.
Donalda Trumpa z ktorym kiedys w dziecinstwie spedzil kilka tygodni na obozie skautow. “Mam to na tasmie” mowi “ta jego czupryna…”
Z rodzina kontaktu za bardzo nie utrzymuje. Ma siotre I szwagra ktorego nazywa “liar, lawyer”. Woli jednak towarzystwo bylych
weteranow
Jego stosunek do imigrantow jest zroznicowany. Zdecydowanie negatywny w stosunku do szefa I jego krajanow, I pozytywny w
stosunku do mnie. Kiedy probuje przedstawic Stany zjednoczone jako kraj mozliwsci z ktorych korzystaja ludzie z roznych zakatkow
swiata, irytuje sie troche I odpowiada
- Mozliwosci, no dobra ale co ze mna?
92.
Jeden z odcinkow serialu Star Trek porusza problem funkcjonowania swiatow w roznym czasie I przestrzeni. Pod wplywem jakiegos
zdarzenia, dochodzi do kosmicznej anomalii . W efekcie w jednym punkcie galaktyki spotyka sie kilkanascie statkow kosmicznych USS
Enterprise. Kazdy z innymi czlonkami zalogi I po zupelnie odmiennych przejsciach. Moj wyjazd z kraju byl w jakims sensie zdarzeniem
ktory spowodowal odprysk w terazniejszosci zarowno mojej jak I moich bliskich. Teraz po uplywie dekady, wrocilem do punktu wyjscia,
miejsca z ktorego wyjechalem.
Zderzenie z tym co funkcjnuje tylko w sferze wspomnien, powoduje uczucie nierealnosci. Organizm nie ma czasu zeby zdac sobie
sprawe z szybkosci I przebytej odleglosci. Pierwsze wrazenie, stare miejsca istnieja, niektore ulegly zmianie ale jednak istnieja.
Czas jest laskawy dla tych co ogladaja codziennie swoje odbicie w lustrze. Znajomy Kubanczyk opowiadal ze kiedy odwiedzil wyspe
“jak wulkan goraco”, byl zaskoczony wygladem swoich znajomych. “Ludzie potracili zeby, wlosy I nerwowo poszukiwali czegos do
zjedzenia”. Ja mialem kiedys okazje spotkania kumpla ze studiow ktory przejechal na krotkie szkolenie do Nowego Jorku. Z bujnej
czupryny, pozostaly tylko wspomnienia.
10 lat to dlugi okres. Mozna wiele zrobic, mozna wiele stracic. Mozna znalesc nowe mieszkanie, zmienic miejsce zamieszkania,
zmienic prace, przekwalifikowac sie. Zalozyc rodzine, posadzic drzewo. Dlaczego wiec tutaj tak niewiele sie zmienilo. “Te same
miejsca, te same twarze” spiewal Dzem “wszystko tak dobrze znane” Gdzie jest ten dynamizm? Znajomi, z niewielkimi wyjatkami, tkwia
w tym samym miejscu, ta sama praca lub jej brak, to samo miejsce zamieszkania. Kim bym byl gdybym nie wyjechal, co bym robil?
Czy to ja sie zmienilem, czy to liscie opadly. No I dlaczego ten pies biega z petem kielbasy w zebach.
Bohaterowie Star Trek po pewnym czasie odnajduja przyczyne anomalii przestarzennej. Linia czasu wyprostowuje sie I wszystko wraca
na swoje miejsce. Hallo, Enterprise, jest tam kto? Enterprise, “Beam me up Scottie”
93.
Na poczatku lat 90-tych, Kazik Staszewski z grupy Kult wydal swoj pierwszy “rapowany” album. Znak czasow w ktorych wtedy zylismy.
Teksty piosenek byly wtedy wazniejsze I o wiele ciekawsze od strony muzycznej. Plyta ta jednak nie trafila do gustu I przekonania moich
znajomych, ktorzy mieszkali w Nowym Jorku od ladnych kilku lat. Probowalem tlumaczyc, przekonywac, efekt byl jednak odmienny.
Wyrazna niechec do polskiego wcielenia rapu, I wszelkiego jego przejawow w stylu bluza z kapturem na tle odrapanego muru, z
charakterystycznie skrzyzowanymi rekami. Pamietam ze nie bardzo rozumialem ich obiekcje, w koncu to tez przeciez jest muzyka.
Powrot po latach do kraju uzmyslowil mi istnienie rzeczy o ktorych nie mialem pojecia.
Mieszkajac w Nowym Jorku, mozna zaobserwowac ze wiekszosc spoleczenstwa z niewielkimi wyjatkami, przyjmuje na siebie pewne z
gory okreslone funkcje. Kazdego dnia, spelniaja sie w swoich rolach. Biznesmana ktory pracuje na Wall Street I mieszka na Upper
East lub West Side. Hinduskiego kelnera, ktory najlepiej czuje sie wsrod swoich. Przedstawiciela klasy najubozszej ktory nigdy nie
kupi zadnej rzeczy w GAP-ie lub Macy’s, ze zwyklego przekonanaia ze to nie jest sklep dla niego. Wreszcie rapper lub milosnik hip-
hopu, z reguly, o czarnym kolorze skory, zamieszkujacy jedno z miejskich blokowisk zwanych “projektami”. Kazda z tych osob pasuje do
ukladanki.
Kilka lat temu, polska wokalistka Basia, wydala swoja kolejna plyte. Tematem przewodnim byly rytmy latynoskie. Recenzje ktore
ukazaly sie w tutejszej prasie byly druzgocace, I nie chodzilo tutaj o sama muzyke ale oto jak okreslil recenzent, pomieszanie z
poplataniem , “wokalistka z Europy Wschodniej, spiewa po angielsku myzyke latynoska” Fiaskiem tez zakonczyla sie proba podbica
Broadway’u przez teatr myzyczny z Polski. I znowu recenzent byl bez litosci. Przeslanie bylo proste, “ta rola jest juz zarezerwowany dla
kogos innego”
Ciekawe jednak jest ze role ktore “nalezy” wypelnic funkcjonuja sobie calkiem niezaleznie od kraju lub jego kultury. Istnienie polskiego
biznesmana z cala otoczka zachowan jest jak najbardziej oczywiste. Naukowiec I lekarz moga wypelniac swoja role bez przeszkod. Ale
co zrobic z rola “rappera”, przeciez ktos musi ukladac te rymy dla ludzi Kazik udowodnil ze mozna. Sam widzialem jak dzieci w
Niemczech na otwarcie roku szkolnego “rappuja” az milo. Jak ktos jednak lubi inny rodzaj muzyki to moze sobie posluchac I obejrzec z
telewizji calkiem bialy chor gospel made in Poland.
94.
Kilka nastepnych tygodni po powrocie do Nowego Jorku, poswiecilem na szukanie nowej pracy. oraz nauke w wiekszym wymiarze
godzin. Zapisalem sie na 3 zajecia w godzinach poludniowych. Lekcje ustawilem tak aby miec jeden dzien wolny. Idac takim tempem
mialem nadzieje, na ukonczenie studiow w ciagu najblizszych dwoch lat.
Zaczalem tez przegladac lokalne gazety z nadzieja na znalezienie zajecia ktore pozwoliloby mi na wykorzystanie mojego
wczesniejszego doswiadczenia. Powrot do firmy kurierskiej nie wchodzil w rachube. Miala to byc ostatecznosc. Nauke po calym dniu
marszobiegow przerabialem juz kilka lat temu.
Pomny tez doswiadczenia z LaGuardii, zajrzalem do biura rekrutacyjnego w moim collegu. Bylo kilka ogloszen, nic jednak ciekawego.
Odswiezylem swoje Resume (CV) I przystapilem do przegladania ogloszen zamieszczanych na stronach HotJobs I Monster.com.
Zauwazylem duza ilosc propozycji dla ludzi zwiazanych z ksiegowoscia. Inny jednak szczegol przykul moja uwage. Wiekszosc ofert
pochodzila z tych samych zrodel, agencji rekrutacyjnych. Szczegolnie jedna z nich byla bardzo aktywna. Zajrzalem na ich strone
internetowa. Sprawdzilem lokalizacje oraz krotka historie firmy. Dlugo sie nie namyslajac przeslalem im swoje Resume. Juz
nastepnego dnia, otrzymalem telefon z zaproszeniem na rozmowe.
Mlody, sympatyczny chlopak zadal mi kilka pytan, sprawdzil “historie choroby”, Troche podumal I oznajmil “prace na pol-etatu sa, ale
bardzo rzadko”. Dziekujemy, damy znac.
Bylo, nie bylo I tak mialem szczescie. Kumpel ktory pozniej zapukal do ich drzwi, spoznil sie na rozmowe kwalifikacyjna, I tak juz
zostalo. Proby odnowienia znajomosci nie daly rezultatu.
Na tablicy ogloszen w szkole, znalazlem dosyc dziwne ogloszenie. Sam numer telefonu I jedno slow QuickBooks (nazwa programu
komputerowego). “Call me” Odebral lekarz chiropractor od nastawiania kosci. W krotkiej rozmowie przekonalem go ze jestem jego
“darem niebios”. Byl tylko jeden problem, ilosc godzin byla limitowana w tygodniu, slownie cztery. Stawka godzinowa nagradzala
jednak wysilek tygodniowej wycieczki na Upper East Side.
Zadowolony z zycia, w drodze do domu z zajec na uczelni, odebralem telefon od chlopaka z agencji rekrutacyjnej.
- Sluchaj, mam cos dla ciebie. Duza firma potrzebuja kogos na pol-etatu.
- Swietnie, gdzie mam sie zglosic?
- Jest tylko jeden problem, kiedy konczysz studia?
- Za jakies dwa lata
- Nie, sluchaj, oni mysla ze to bedzie w przyszlym roku.
- No, ale przeciez
- Jak im powiesz prawde, to cie nie przyjma. To jest dla ciebie szansa
Przez dluzszy czas brzmialy mi jeszcze w uszach jego ostatnie slowa ”szansa, szansa” Nie dowie sie nikt.
95.
Ostatnie uwagi, ostatnie instrukcje. Mam sie zglosic jutro z samego rana. “Juz tam na ciebie czekaja” dodal. “Ladnie sie ubierz I nie
zapomnij dac znac jak poszlo”. Przylaj mnie czlowiek w srednim wieku. Kilka prostych pytan, potem male “who is who”. Po kilku
minutach wiedzialem juz ze praca nalezy do mnie. Poczatkowo, miala byc tymczasowa, ale czlowiek ten kilka razy sie upewnial kiedy
skoncze studia. Bez zmruzenia oka mowilem “juz, juz niedlugo”. To dobrze, usmiechal sie jowialnie, potrzasnal moja reka I kazal sie
stawic do pracy od poniedzialku. Moglem sobie pogratulowac. Zostalem pracownikiem korporacji.
Miedzynarodowa firma z siedziba glowna we Wloszech, ma ugruntowana pozycje w wytwarzaniu materialow do produkcji garniturow I
nie tylko. Glowna specjalnosc to “cashmere”. Wykonane z niego skarpetki sprzedaja za $80 w swoim firmowym sklepie przy Madison
Avenue. W calych Stanach maja 10 takich sklepow. Reszta jest porozrzucana po calym swiecie. Nalezy do tak zwanych “zamknietych”
korporacji. Wlasciciele, rodzina, zamieszkuja na polwyspie Apeninskim. Raz do roku zjawiaja sie w Nowym Swiecie z wizytacja. Glowny
szef amerykanskiego oddzialu wydal mi sie sympatycznym czlowiekiem. Probujac przelamac lody, pochwalilem sie kiedys swoim
pochodzeniem. Chcialem go zaskoczyc znajomoscia wloskiego. Wywolalo to jego zainteresowanie I pewne niedowierzanie.
“Naprawde jestes z Bolonii?”
Juz pierwszego dnia zaliczylem “zderzenie z pociagiem”. Szef zachecajaco pokazal czym sie bede zajmowal. Nastepnie wykonal male
Voodoo. “Tu”, powiedzial, “tu jest niewielka dziura” na kilkadziesiat tysiecy dolarow. Szybko zaczal dodawac I odejmowac, przestawiac I
porownywac. Roznica stopniowo malala, az w pewnym momencie wyniosla zero. Nie pozostalo mi nic innego jak klasnac w rece I
krzyknac za Eddiem Murphy “Hercules, Hercules” Kiedy mialem powtorzyc jego wyczyn, poczulem ze moj mozg zamienia sie w
substancje galaretowata. Nie uszlo to jego uwagi . Kilka godzin pozniej na zajecia wychodzilem juz na chwiejnych nogach.
Tak sie zlozylo ze w drodze powrotnej do domu musialem sie przesiac na inny pociag metra. Przechodzac kolo budynku w ktorym
bylem zaledwie kilka godzin temu, natknalem sie na szefa. Dodajac sobie animuszu, zapewnialem “Bedzie dobrze, dam rade” Mine
musialem miec jednak niezbyt pewna, bo krotko skwitowal moj zapal “napij sie czlowieku dzisiaj piwa, a jutro staw sie pracy”
96.
Od samego dziecinstwa jestesmy wychowani w przekonaniu ze pewne zachowania sa co najmniej naganne. Nie pluj, nie przeklalinaj,
nie donos, nie podstawiaj nogi bliznieniu swemu. Znajomy “krolika” dostaje upragniona prace. I tak dalej. Pewne rzeczy wywoluja
proste obrzydzenie. Pozostaje pytanie, czy to jest tylko nasza regionalna przypadlosc?
W poprzedniej pracy, po zwolnieniu glownej szefowej, nastapily gruntowne przetasowania kadrowe. Co ciekawe w ciagu kilku tygodni
wymieniono cale kierownictwo. Nie bylo sentymentow I specjalnych wzgledow dla poprzedniej drugiej osoby w firmie. Nowy szef
sprowadzil swojego zaufanego czlowieka do kontroli spraw finansowych. Kontrakt ktory zawiera sie z nowym pracownikiem nie
zawiera zadnych zabezpieczen I daje swobode rozwiazania umowy w kazdej chwili. Bardzo szybko pozegnano sie tez z kierownikami
innych dzialow. Zatrudniono tez nowa kierowniczke dzialu kadr. W ciagu kilku tygodni firma znalazla sie pod nowym kierownictwem I
absolutna kontrola.
Istnial jednak jeden problem. Nowe kierownictwo nie znalo przeszlosci firmy. Wszystkie transakcje finansowe dokonane na
przestrzenii ostatnich kilku lat, byl niezrozumiale. Za kazda taka transkcja stala jakas przyczyna, pewien powod. Ktos w tej firmie musial
wiedziec dlaczego wydano kilkadziesiat tysiecy na cos co nie ma zadnej podkladki. Jedyna osoba ktora miala pojecie o historii firmy
byl chlopak ktory pracowal tam juz od dobrych kilku lat. Stanowil naturalne polaczenie pomiedzy tym co bylo I tym co jest. Potraktowano
go wyjatkowo I na specjalnych zasadach.
Bardzo szybko nawiazal dobre kontakty z nowym szefem. Stanowil jego zrodlo informacji o tym co sie dzieje w firmie. Z tym ze nie
ograniczyl sie tylko I wylacznie do kwestii ksiegowych, Doniosl na kumpla ktory w prywatnej rozmowie przechwalal sie znajomoscia
zarobkow nowych szefow. W trybie natychmiastowym rozwiazano umowe z winnym calego zamiesznia. Coraz czesciej tez zaczal
przesiadywac w gabinecie szefa. Wspolnie stukali w klawiature probujac przygotowac rozliczenia I dokumenty firmy. Poniewaz obaj
mieli dosyc mdle pojecie jak to sie robi, a za cel zaoszczedzenie niezlej gotowki ktora mialaby trafic do firmy konsultingowej, wiec caly
proces zajal im kilka tygodni.
Zaskoczylo mnie jednak to ze chlopak te, nie mial absolutnie zadnych wyrzutow sumienia zwiazanych ze swoja dzialalnoscia, Wiecej,
on autentycznie uwazal ze jego pstepowanie jest wlasciwe.
W czasie mojej rozmowy pozegnalnej z szefem, uslyszalem ze jego dobre kontakty z podwladnym nie sa oparta na przyjazni, ale na
relacji mistrz-uczen. Mial sporo szacunku dla mojej postawy moralnej, nie podzielal jednak mojej powsciagliwego zachowania “Trzeba
bylo pokazac inicjatywe, przyjsc do mnie, trzeba sie uczyc od tych co wiedza wiecej”
97
Kumpel z ktorym pracowalem w firmie kurierskiej, za kazdym razem kiedy mial przeniesc jakies pudlo lub wiekszy pakunek, szedl po
ulicy glosno krzyczac :”Ja sie nie rusze, nie zejde z drogi” Z reguly skutkowalo, ludzie chcac nie chcac schodzili na bok. Niektorzy ze
zdenerwowaniem wykonywali blizej nieokreslony ruch reka, a potem szli dalej. Ja tez sprobowalem wykorzystac jego metode.
Prowadzac wozek wypelniony pudlami, szedlem w lini prostej. Skrzypienie kolek, powodowalo ze mialem przed soba wolna droge. W
pewnym jednak momencie znalazlem sie za plecami czlowieka ktory zmierzal na spotkanie biznesowe. Przez kilka minut
obswerwowalem jego plecy. Moje delikatne “przepraszam, a moze tak..”, nie wywolywaly zadnej reakcji. W pewnym momencie
dodalem “gluchy jestes?” Jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki, odwrocil sie I z wyrazna zloscia rzucil w moja strone “Fuck you”
Jak mowil klasyk “chamstwu nalezy sie przeciwstawiac silom I godnoscia osobistom”, mozna tez pojsc na wojne z chamstwem
krzyczac na lewa I prawo “nie ustapie, nie zejde drogi”. Ci ktorzy padna w tej walce beda mogli tylko cicho dorzucic “moj brzuch” w
momencie kiedy natrafia na kolano osoby probujacej sie przebic przez tlum wspinajacych sie po schodach prowadzacych na platforme
metra. A ci ktorzy maja nadzieje na staranowanie przechodnia, w chwili kiedy przespieszaja, bo maja do zalatwienia jakas wazna
sprawe, beda sie musieli sie zastanowic, czy warto krecic piruety I ratowac rownowage po zderzeniu z ramieniem zdeterminowanego
przechodnia. Katem oka mozna zauwazyc, ze taka osoba, sila rozpedu zbliza sie do bruku I ostatnim wysilkiem, nie przerywajac biegu,
prostuje sie. Nastepnie, w ciagu kilku sekund ratuje stracone metry.
Znajomy Amerykanin w n-tym pokoleniu walczyl z innym Amerykanskim chamem za pomoca glosnikow. W odpowiedzi na halas oraz
glosna muzyke dobiegajaca z mieszkania znajdujacego sie na wyzszym pietrze, przystawil swoj zestaw stereo do sufitu, zapodal “cos
ciezkego” dla ucha I wyszedl spokojnie do pracy. Po takiej “terapii” nie mial wiecej problemow z zaklocaniem ciszy.
Kiedys mialem podobny problem z sasiadami ktorzy postanowili cwiczyc gre na pianinie tuz po przebudzeniu. Znajomy radzil,
“porozmiawiaj, wytlumacz, wiesz niektorzy ludzie nie wiedza ze zle czynia”. Po takim stwierdzeniu przypomnialy mi sie te wszystkie
napotkane na ulicy osoby ktore na moje przepraszam lub “czy moglbys” reagowaly najpierw ze zdziwiem I rozbrajajacym “aaaaa
naprawde”.
Przypomniala mi sie tez sprzedawczyni znaczkow w przewoznej poczcie ktora przywitala mnie ziewnieciem godnym mlodego
hipopotama. W ciagu kilku sekund sprawdzilem stan uzebienia, droznosc przelyku oraz moja odpornosc na decybele. Nie
wytrzymalem, krzyknalem “co robisz”, Przez chwile zdezorientowana, troche sploszona, niesmialo zapytala “a co, nie powinnam?”
Jest jednak nadzieja ze przyzwoitosc jeszcze nie wymarla. Zostaje zamanifestowna w najmniej oczekiwanym miejscu. Jeszcze raz
powraca temat publicznej toalety. Tym razem z relacji mojej zony. W miejscu w ktorym nastepuje obnazenie I czlowiek staje bezbronny
wobec praw natury, odzywaja sie niesmiale glosy o wybaczenie. “Chcialam przeprosic wszystkie zgromadzone kolezanki…” Im
wieksze wzburzenie muszli, tym donioslejsze kajanie sie winowajcy . Po kilku minutach odbywa sie sie prawdziwy koncert na kilka
glosow, z ktorego dobiegaja pojedyncze “przepraszam”, “ojej”, “Excuuuuuuuse me”.
98.
“Witam wszystkich na naszym spotkaniu, moze na poczatek niech kazdy sie przedstawi” prowadzaca zajecia kobieta wybiera pierwsza
chetna osobe. “Ile lat jezdzicie samochodem I dlaczego” Towarzystwo chetnie dzieli sie swoimi informacjami, dodajac wiecej
szczegolow niz to jest wymagane. Starszy czlowiek, nie moze sie powstrzymac od podzielenia sie kilkoma faktami z historii swojego
zycia. Wreszcie po kilku minutach do odpowiedzi zostaje wyrwany ostatni uczestnik kursu. “Mam na imie Doug, prawo jazdy dostalem
miesiac temu”. Nie udaje mu sie dokonczyc. Jego wypowiedz zagluszaja gromkie brawa oraz donosnie grupowe “Witaj Doug”.
Zajecia sa organizowane przez szkoly nauki jazdy. Kilka godzin spedzonych na rozmowie I ogladaniu filmow video pozwala na
otrzymanie certyfikatu dajacego znizke na ubezpieczenie samochodu. Tylko jedna osoba przyznaje sie ze jej obecnosc jest wynikiem
zlamania przepisow drogowych. Kazdy ma do opowiedzenia cos ciekawego z wlasnych doswiadczen I wszyscy prawie jednoglosnie
pomstuja na pieszych. Nawyki przekraczania ulicy w najmniej odpowiednim czasie I miejscu doprowadzaja kierowcow do bialego
szalenstwa.
Kilka tygodni temu telewizja ABC pokazala w swoim porannym programie kobiete ktora prowadzac samochod z dosc duza predkoscia,
wykonywala jednoczesnie makijaz. Jej wzrok byl caly czas skierowany w male lusterko. Krotki film pochodzil z Anglii, ale uczestnicy
kursu, tytulem uzupelnienia wspominali kierowcow ktorzy w czasie jazdy konsumowali dania zlozone z trzech dan, trafiali frytka w nos
lub zmieniali koszule I spodnie. Fizykoterapeuta ktory jest wsrod nas, chetnie podzieli sie wiadomosciami na temat osob ktore przez
brak koncentracji, wylecialy przez przednia szybe samochodu.
Do rozbudzonej fantazji dochodzi tez agresja. Niektore osoby dochodza do wniosku ze z chwila otrzymania prawa jazdy, reguly gry
przestaja obowiazywac. Machanie rekami I przeklinanie sa na porzadku dziennym. Ci bardziej krewcy, chetnie zrobilyby uzytek z kija
samobija. “Gdzie jedziesz pacanie”, I uderzenie przez blache. “Co robisz durniu”, I kij trafia w opony. Co robic jednak kiedy rywalizacja
na drodze staje sie niebezpieczna. W koncu nigdy nie wiadomo z kim ma sie do czynienia. Rozmowa z furiatem moze sie zaczac od
slow “Ty wiesz kim ja jestem”, a skonczyc na wpakowaniu kilku kulek z broni podrecznej. Bylo kilka taki przypadkow w NY, w tym ostatni
na Staten Island gdzie znaleziono na parkingu kierowce z osmioma ranami postrzalowymi.
Fizykoterapeuta w czasie dyskusji ma jeszcze inne pomysly. Kilka dni wczesniej zostala zamordowana mloda dziewczyna, studentka
collegu. Mlody czlowiek chce sie podzielic swoja inicjatywa. “Skontakowalem sie z uczelnia w sprawie wprowadzenia kursu
samoobrony”, reszta Sali przysluchuje sie z zaciekawieniem. W pewnym momencie, stan uniesienia I euforii udziela sie pozostalym
osobom. Kobieta ktora siedzi obok mnie dochodzi do takiej oto konkluzji.“A moze to nie przypadek ze znalezlismy sie dzisiaj tutaj w
takim miejscu”. W jednej rece trzyma ksiazeczke opracowana jako instruktaz.“Moze ci ktorzy opracowali te ksiazeczke chcieli nam cos
powiedziec, cos przekazac, zebysmy cos z tym wszystkim zrobili”. Stan podniecienia udziela sie pozostalym osobom, “Tak, tak, zrobmy
z tym cos, napiszmy list do wladz”.
99.
“She took me to the cleaners” (wyczyscila mnie) jest starym przebojem odgrzewanym co jakis czas przez niektore pary malzenskie lub
narzeczenskie. Moj znajomy dorzuca jeszcze w takich przypadkach, kolejny przeboj “it’s cheaper to keep her” (taniej jest ja zatrzymac).
Mlody chlopak, poszedl za glosem rozsadku I dal sie namowic na malzenstwo z nieznajoma. Zeby bylo ciekawie nieznajoma nie byla
wcale piekna ani bogata. Wraz z rodzicami zapakowal sie w bengalskie linie lotnicze I po kilku tygodniach poszukiwan dotarla do nas
wiadomosc ze szczesliwa wybranka zgadza sie na dalsze pozycie.
W mojej nowej firmie, w dziale w ktorym pracowalem, bylem jedna z niewielu osob ktore posiadaly “druga polowe”. Moj szef, kawaler
ktory przekroczyl juz 40 lat, dopiero rok temu znalazl swoja wybranke. Tuz obok, dwoch kawalerow, o sredniej wieku 50+. Cale zycie w
rozjazdach z racji wykonywanego zawodu. Samotnosc komiwojazera im jednak nie grozila. Obaj chetnie wspominali o swoich
“girlfriends”. Nastepnie, dziewczyna po przejsciach. Malzenstwo zakonczone rozwodem. Druga dziewczyna, samotna, zwolniona za
jakies przewinienie. Zastapiona przez inna dziewczyne, tym razem troche starsza, tez stanu wolnego. Kolo mnie, chlopak lat
dwadziescia kilka, kawaler. Z drugiej strony, kolejny kawaler w srednim wieku, typ troche nuerotyczny. I wreszcie, czlowiek ktory
przekroczyl juz 40–tke. Wiekszosc czasu spedzal w pracy. Dopiero po roku zorientowalem sie ze jest nie jest osoba samotna. Swojej
zonie mowil dobranoc, przez sen.
Od kilku juz lat z ekranow TV nie znika kolejny program typu reality pod nazwa “Bachelor”. Program byl emitowany w wersji meskiej I
damskiej, a wciagu kilku lat przewinelo sie przez niego kilkuset uczestnikow. W kazdym finale sezonu, kawaler ofiarowywal wybranej,
sporej wielkosci pierscionek z brylantem. Pod koniec widz zostawal z obrazem, szczesliwej, usmiechnietej od ucha do ucha dwojki
mlodych ludzi. Program konczyl sie zapowiedzia, ze kolejnym krokiem mlodej pary bedzie slubny kobierzec. W rzeczywistosci sposrod
kilkanast par, tylko jedna zawarla malzenstwo. Telewizja sledzila losy skojarzonych par, wybranka zeszlego sezonu placze w
husteczke, zali sie ze facet okazal sie byc pomylka, on zas kilka razy powtarza “nie wiem co sie stalo, przeciez ona jest taka piekna”.
Kiedy panna mloda dotarla wreszcie z Bangladeszu I gospodarskim okiem ogarnela dobrobytek, wydawalo sie ze ich szczesciu nie
bedzie konca. Ktoregos jednak dnia wyszla “po zapalki” I juz nie wrocila. Odnalazla sie kilka tygodni pozniej w …Bangladeszu. Cala
historia przypominala bardziej zle wyrezyserowany odcinek telenoweli, z elementem zaskoczenia, walka o finanse I poteznym kacem
moralnym.
Kolejna historia moze jednak przywrocic wiare w ludzkie zblizenie. Mlody chlopak doszedl do wniosku ze juz najblizszy czas sie
ustatkowac. Jego pragnienie poslubienia tej jednej jedynej, skutecznie odstraszalo amerykanskie kandydatki. Postanowil wiec
siegnac do zasobow Bangladeszu. Swoja wybranke wypatrzyl na tasmie wideo, w ruch poszla klawiatura komputera, a kilka miesiecy
pozniej przeslal dziewczynie pierscionek zareczynowy. Siadlo wiec dziewcze przy telefonie z cala rodzina I ktoregos pieknego dnia
powiedzialo przez sluchawke “zgadzam sie”
“Halo, halo miedzymiastowa”, prosze nie rozlaczac, czlowiek chce sie zareczyc a tu go rozlaczaja. Zaraz, zaraz do kogo by tu zadzwonic?
100.
Przez nastepne kilka miesiecy pracowalem w dwoch miejscach. Na pol etatu w korporacji, oraz w gabinecie lekarskim specjalisty od
nastawiania kosci. Zjawialem sie tam raz na tygdzien. Wpisywalem kilkanascie nowych rachunkow do komputera I po kilku godzinach
pracy bylem wolny. W pewnym momencie jednak, pogodzenie zajec na uczelni oraz pracy na dwa etaty, stalo sie dla mnie fizycznie
niemozliwe. Przygotowanie do testow na zajecia zajmowalo wiecej czasu niz bym sobie tego zyczyl. Za pierwszym razem udalo mi sie
wylgac choroba, drugiego razu juz jednak nie bylo. W skrzynce mailowej czekal na mnie list od mojego pracodawcy “You fired “.
Przypomniala mi sie wtedy scena z filmu “Back to the Future” w ktorym M J Fox odbiera fax z wielkimi na cala strone slowami
“zwalniam cie”.
Musze powiedziec ze nie czulem zadnej przykrosci w stosunku do lekarza. Zawalilem na calej linii. On tam na mnie czekal, staral sie
zebym sie dobrze czul, poklepywal po ramieniu, nawet kosci mi nastawil gratis. Grzecznie przeprosilem, “szkoda ze tak sie stalo, moze
w innych okolicznosciach” itp itd Teraz moglem poswiecic troche wiecej czasu na nauke.
Z mojego punktu widzenia praca dla korporacji wydawala sie badziej perspektywiczna, chociaz sytuacja w ktorej sie znajdowalem nie
byla jednak tak wspaniala. Do pracy zostalem skierowany jako pracownik tymczasowy, w kazdej chwili moglem ja stracic. Bardzo
dobrze dogadywalem sie z szefem I jego przelozonym. Ale jak w kazdej firmie, z chwila nastania zmian w kierownictwie, nowy szef od
spraw finansowych uczynil sobie za punkt honoru, oczyszczenie firmy z ludzi takich jak ja. W ciagu nastepnych 6 miesiecy probowal
mnie zwalniac kilka razy. Tylko dzieki pomocy mojego przelozonego I jego szefa, udalo mi sie przetrwac w stanie nienaruszonym przez
ponad dwa lata.
Moj zakres obowiazkow zostal wprawdzie okreslony na poczatku, jednak dosyc szybko dostalem nowe zadania. Troche przynies, do
tego szczypta podaj, I czasem pozamiataj. Zrob kopie, posegreguj, sprawdz ten rachunek. Dostalem takze calkiem nowe I ciekawe
projekty. Przy okazji odkrylem w sobie zdolnosci o ktorych nie mialem dotad pojecia. Po roku pracy, kiedy zorientowali sie nie koncze
jeszcze studiow, moje obowiazki ulegly zmianie. Zostalem przesuniety na nowy, odpowiedzialny odcinek, zastawienia pulapki na
zlodzieja.
Wszelkie prawa zastrzezone. Publikowanie bez wiedzy i zgody autora zabronie.