Archiwum
101.

1991

Zjawil sie dokladnie o godzinie o ktorej sie umowilismy. Samochod typu “kombi” wypelniony rzonymi klamotami. Zgodzil sie jednak
zabrac nas obu. Ja usiadlem przy kierowcy, a kumpel rozlozyl sie plasko z tylu. Juz po kilku minutach slychac bylo jego chrapanie.
Wreszcie bylismy w drodze. Jak zwykle, po raz kolejny opowiadalem historie naszej podrozy I jednoczesnie walczylem ze zmeczeniem.
Glowa sama szukala wsparcia na pasie bezpieczenstwa. Od czasu do czasu budzilem sie I podziwialem widoki Alp, zjazd do
Insbrucku oraz skocznie narciarska ktora goruje nad miastem.

Zatrzymalismy sie na noc w klasztorze ktory odwiedzilismy juz kilka razy wczesniej. Nie mielismy zadnych problemow z otrzymaniem
noclegu I wyzywienia. Rano nastepnego dnia, zlapalismy stopa bezposrednio do Monachium. Punktem koncowym naszej podrozy byla
czeska Praga.

Bedac jeszcze w Monte Carlo, wykonalem telefon do mojego brata ktory przebywal na polnocy Francji u znajomych. Nasze drogi
rozeszly sie w Aachen. My pojechalismy do Belgii a on razem z kumplem uderzyli na Normandie. Teraz umawialismy na spotkanie w
stolicy Czech. “Pamietaj, masz byc w Pradze tego dnia, o tej godzinie, pod tym zegarem, dasz rade?”  Powiedzial ze “da”, I kilka dni
pozniej wedrowal juz na poludnie Francji. Przeszedl Alpy w sandalach, dotarl do Wenecji I z tej radosci upil sie tanim winem na dworcu.

Z naszych wyliczen wynikalo ze bylismy w tych samych miejscach, mniej wiecej w tym samym czasie. My opuscilismy Paryz 14 Lipca,
oni wtedy zabawiali sie w Lasku Bulonskim. Pobyt w Wenecji tez musial trwac w tym samym czasie.

Za nim dotarlismy do Pragi trafilismy jeszcze wieczorowa pora do niewielkiej bawarskiej miejscowosci. Jej nazwy jednak nie
pamietam. Juz pierwsza napotkana osoba gotowa byla pomoc. Starsza kobieta, kiedy uslyszala ze jestesmy z Polski, szybko wskazala
najblizszy kosciol w ktorym dzialal polski ksiadz. Przyjal nas z nieufnoscia, stanowczym glosem zarzadal “legitymacje studenckie
prosze”. Zrobil kopie I kiedy wrocil jeszcze bardziej zdecydowanie dorzucil “rano macie sie wynosic”. Wskazal pomieszczenie w ktorym
mielismy spedzic noc.  Spore wielkosci refektarz zastawiony byl kilkoma wielkimi stolami, do tego debowe lawy, nastroj skupienia I
powagi. Spiwor rozlozylem na jednym ze stolow. Potem przez cala noc macalem krawedzie aby sie nie zasliznac na podloge.

102.

Podroz do samej Pragi przebiegala bezproblemowo. Juz pierwszy zatrzymany samochod zgodzil sie nas zabrac w tamtym kierunku.
Wlascicielami pojazdu okazalo sa bardzo mile malzenstwo w srednim wieku rodem z DDR. Niestety proby porozumienia sie w
ktoryms z miedzynarodowych jezykow spelzly na niczym. Angielski? No, Francuski? No, Rosyjski? Niet, Niemiecki? Nein. Moja
znajomosc tego jezyka ograniczala sie do kilku slowek wyniesionych z seriali takich jak “Czterej pancerni”. Krzykniecie “
hende hoh
moglo sie zakonczyc dla nas wszystkich wypadkiem. Nie moznosc dogadania sie nie przeszkodizla nam jednak w zjedzeniu
wspolnego sniadania I zbiorowego mruczenia z zachwytu nad czeska jajecznica z ogromnymi kawalkami szynki.

Po dotarciu do Pragi zakwaterowalismy sie na jakims szemranym polu namiotowym. Jedynym luksusem tego miejsca byl barak z
prysznicami z widokiem na sasiadow.

Juz po godzinie pobytu na nowym miejscu, postanowilismy wraz z nowo poznanymi osobami uderzyc na miasto, w poszukiwaniu
chmielowego smaku. Nasza grupa stopniowo poszerzala sie, w autobusie (trolejbusie?) dolaczyla do nas jakas niemiecka rodzinka z
dwojka dzieci, ktorzy podobnie jak my jechali na gape. Wypadlsimy z “wesolego autobusu”  na terenach wystawowych. Przez kolejne
kilka godzin raczylismy sie piwem I sluchali koncertu Falco.

Poniewaz do naszego umowionego spotkania zostal jeszcze dzien, postanowilismy najpierw sprawdzic czy  wieza z zegarem jeszcze
stoi, czy Hradczany sa na swoim miejscu, a potem z poczuciem spelnionego obowiazku  znalezlismy knajpe w ktorej moglismy raczyc
sie piwem w zacisznym podworku. Po kilku kuflach zarzadzilismy zmiane lokalu. Szybkim krokiem wyszedlem na ulice, jak zwykle
sadzilem ze za chwile dolaczy do mnie kumpel. Minelo jednak kilkanascie sekund, a jego w dalszym ciagu nie bylo. Wrocilem do
lokalu I ku mojemu zdziweniu zauwazylem ze kumpel sciska sie z jakims gosciem. Dopiero wtedy uswiadomilem sobie ze to przeciez
jest moj brat. Spotkalismy sie wiec w Pradze, nie pod zegarem jednak, ale w knajpie. Musielismy sie rozminac w drzwiach, nie
rozpoznalismys sie jednak. Jego twarz byla spieczona do weneckiego slonca, na nogach mial zdarte mokasyny. Nie musze dodawac
ze szybko wrocilsmy do picia piwa, a nasza kompania poszerzyla sie o kolejne kilkanascie osob.

103.

-  To co mam robic?
-  Co? a przestac pic, wziac sie do krolowania i ozenic sie"
-  A jak ja sie moge ozenic kiedy mi ta hrabianka swiat zawiazala, ja bym sobie znalazl narzeczona, ale baronowa straszy mnie, ze
kazdej co bym poszedl do oltarza oczy kwasem wypali
- To czego sie wasza krolewska mosc z nia nie ozeni?
-  Z kim? z ta lachudra, przeciez to wstyd sie z nia w katedrze pokazac, ciagnie mnie po szynkach, wie ze po trzezwemu nie ma nade
mna wladzy.
-  To trzeba sie przeniesc gdzie w dalsze strony, jak wasza wysokosc chce to moge napisac do cesarza
- .Nie cesarz mi nie pomoze bo ma zlosc do mnie, chcial zrobic ze mnie szpiega, a ja mu sie nie dalem.

Krotkie spojrzenie na tekst, pojedyncze zgloski lacza sie w wyrazy, wyrazy w zdania. Jeden paragraf, potem nastepny. Po kilku minutach
wkracza automatyzm. Zarysy poszczegolnych slow rozpoznawane sa w ciagu kilku milisekund. Szybciej, jescze szybciej, az do
momentu kiedy wzrok potknie sie na zbitce slow, ktore tylko pozornie nie maja sensu. W mozgu wyraznie slychac juz sygnal alarmowy.
Wroc, wroc przeczytaj jeszcze raz.  Przeciez widze ze jest napisane "cudze gwlacicie, swego nie znacie". Coraz czesciej lapie sie na
takich przekretach. Ku radosci zony, kilka razy powtarzam "people are flying like dice" (ludzie lataja jak kostki). Moze jednak w tym
szalenstwie jest metoda, moze powiedzenie ze "kazdy jest kowadlem swego lotu" ma jakis wiekszy sens.  Przeciez ludzkim zyciem
czasem rzadzi przypadek a kowadlo jest tym co nie pozwala wzleciec. Dobra, tylko co takiego mam poznac, zeby pozniej zgwalcic?

Jak wspaniale byloby pozamieniac ludzi, rzeczy i sytuacje. Wydobyc to drugie dno, skumulowac ladunek humorystyczny. Zamiast
Arnolda, niech Woody Allen wezmie kalasznikowa i zacznie strzelac we wszystkich mozliwych kierunkach. Niech nam wszystkim
pozniej powie "zaraz wracam". Niech teraz Arnold, usiadze na kanapie u analityka i podzieli sie ze wszystkimi swoimi rozterkami. Mow
chlopie, mow, Tony Soprano sie otworzyl. Ty tez mozesz.

Wietnaczycy nie zaluja emigracji.

Tylko osmiu na 135 Wietnamczykow ankietowanych przez reporterow TVP zaluje przyjazdu do Polski. Z sondazu przeprowadzonego
przez TVP, wsrod 111 uczestnikow dorocznego VIII Festiwalu Wietnamskiego w warszawskiej dzielnicy Targowek, a takze wsrod 24
przegladajacych ogloszenia o prace w popularnym wsrod imigrantow miejscu potocznie zwanym "sciana placzu", wynika ze Polacy sa
postrzegani przez Wietnaczykow  jako ludzie przyjazni i otwarci (uwaza tak az 96 procent ankietowanych). Wiekszosc uwaza ze Polakom
mozna ufac w interesach, a takze nie mialoby nic przeciwko mieszanemu malzenstwu. Gorzej wypadly oceny pracowitosci Polakow i
ich kuchni. 80% uwaza, ze tubylcy sie lenia i jedza byle co. Tylko 8 ankietowanych zaluje przyjazdu. 60 proc. ze wzgledu na warunki
pracy, mieszkanie czy zycie towarzyskie czuje sie w Europie "o wiele lepiej" albo "nieco lepiej" niz w Wietnamie. Dwie trzecie podziela
poglad Polakow, ze w kraju jest juz dosc imigrantow i nie powinno sie na tych samych zasadach wpuscic Chinczykow i Koreanczykow.
Obawy zapewne biora sie stad, ze ich mozliwy naplyw zwiekszy konkurencje w ubieganiu sie o prace, ktora najczesciej wykonuja
Wietnaczycy.

104.

W latach 80-tych, Michael J Fox nakrecil film pt “The Secret of my success”, w ktorym realizuje sie slogan “chciec to moc”. W ciagu kilku
tygodni z chlopca na posylki w dziale wysylek wielkiej korporacji, trafia na salony wielkiego biznesu. Gada z szefem jak rowny z rownym
I snuje plany na przyszlosc. Film jak to film, fabula byla pewnie zmyslona, ale zycie czasami pisze taki scenariusz. Kiedy zaczynalem
prace w korporacji, moje obowiazki byly dosyc scisle okreslone. Mialem pomagac glownemu ksiegowemu w rozliczaniu transakcji.
Rok pozniej siedzialem vis a vis szefa korporacji, wspolnie ustalajac plan uporzadkowania  produkcji w dziale krawieckim naszej firmy.

Ten awans zawdzieczam dwom osobom, mojemu bezprosredniemu przelozonemu oraz jego szefowi. Pierwszy z nich byl prawdziwym
mentorem. Jak sam mowil, “chcial mnie wyprowadzic na ludzi”. Drugi, zamiast sie mnie pozbyc, tak jak mial polecone, postanowil
“przekazac” mnie pod opiekuncze skrzydla szefa korporacji.

Przelozonego nikt sobie nie wybiera, ale czasem trzeba miec szczecie. W poprzedniej pracy, moj zwierzchnik przyprawial mnie o
skurcze plecow. Obecny mial wystarczajaco duzo wiary we wlasne umiejetnosci, aby dzielic sie swoja wiedza z podwladnymi. Zrobisz
blad, napraw go. Masz pomysl, pokaz co potrafisz.

Zaczelo sie od prostej bazy danych. Powiedzial “zacznij dzialac” I dal czas od namyslu. Do rozwiazania problemu wybralem Microsoft
Access. Kiedy zaczynalem pracowac nad projektem wiedzialem tylko jak zbudowac tabele I proste kwerendy. Przewertowalem troche
ksiazek, a potem metoda prob I bledow doszedlem do rozwiazania.

Kolejne zlecenie przyszlo od szefa korporacji.. Po kilku tygodniach mogl juz korzystac z raportu ktory stworzylem. Kiedy wiec
postanowiono uporzadkowac sprawy w zakladzie krawieckim, okazalo sie ze jestem odpowienia do tego osoba.

Projekt ten wymagal wiekszego wysilku. Zaczelo sie od wertowania setek zamowien, sprawdzania czy wszystko zostalo zamowione
prawidlowo I czy zostalo wykonane w odpowiednim czasie. Po kilku miesiacach pracy, firma wiedziala juz jaki jest rzeczywisty koszt
produkcji I mogla tez przesledzic kolejne etapy produkcji.

Uznalem tez swoja prace za zakonczona. Powstala baza danych ktora mogl przejac ktos inny, a ja mialem ochote na powrot zajmowac
sie tylko ksiegowoscia. Niestety pozycja mlodszego ksiegowego byla juz zajeta. Nie pozoztalo  nic innego jak rozpoczac szukanie
swojego  Pacanowa.

Na moje miejsce przyjeto pewna Irlandke. Pozycja tymczasowa z mozliwoscia zatrudnienia na stale. Po kilku miesiacach
dowiedzialem sie ze nie skorzystano z tej opcji.. Kiedy jednak zaczynala prace, trzeba bylo ja wprowadzic w nowe zajecie, objasnic co I
jak. Ustawic komputer I cale oprogramowanie. Wspomnialem tez szefowi o konieczosci dania jej dostepu do skrzynki mailowej. Ku
mojemu zaskoczeniu, uznal to za blahostke. Nie nalezy sie spieszyc. Jak sam powiedzial “ musimy przeciez dac jej odczuc ze jest tutaj
tymczasowo”     


105.

Tytuly “Zabili go I uciekl” , “morderstwo w bialy dzien”  znamy z prasy I z ekranow TV,  Kazdego dnia media donosza, pobito, napastnik
mial bron, ofiara nie zyje. W zalewie informacji gina rownie wazne tresci typu “John, pracownik firmy XYZ, zabral dzisiaj ze soba domu,
kilka wartosciowych rzeczy” lub “Suzie z departamentu A, wystawila sobie czek in blanco”. Policja jest juz na tropie sprawcow, bedziemy
informowac o postepach sledztwa.

Gina dolary, gina rzeczy. Znikaja z kont pieniadze. Chwila nieuwagi, beztroski I nasze konto zostaje pomniejszone I jakas sume. TV
podala, bank w New Jersey stal sie obiektem ataku komputerowego. Informacje naszych klientow wyciekly z sieci. Kilka lat temu moja
zona dostala list z FBI ze jest podejrzenie ze jest ofiara kradziezy tozsamosci. Oto efekt kilkudniowego pobytu na Florydzie. Kiedy
jestem w innym stanie sprawdzam jakiego rodzaju newsy podaja wiadomosci. Lokalny dziennik na Florydzie to glownie lista oszustw.

Chlopaki sie postarali. W budynku w ktorym pracowalem jako kurier, ktoregos dnia poznikaly komputery I monitory. Lokalna grupa
“ocean’s 11”, kilku sprzataczy I obslugiz zaopiekowal sie sprzetem. Nie zrobili jednak rozeznania terenu. Nie byl to wprawdzie skok na
kasyno z zabezpieczeniami, ale kilka ukrytych kamer wystarczylo zeby zwinac caly gang w ciagu nastepnych 24 godzin.

Po dramacie 9/11 ludnosc Stanow Zjednoczonych pospieszyla z pomoca finansowa. Na konta instytucji charytatywnych wplynely
miliony dolarow. Mojemu kumplowi, Hindusowi, zaprzatala wtedy spokoj jedna mysl “ty wiesz” mowi “ile bedzie przekretow, ile osob
bedzie sie staralo wyludzic cos dla siebie”. Kontrast, w obliczu tragedii, jego mysli koncentrowaly sie glownie wokol spraw o ktorych
wiekszosc ludzi w takich chwilach, nie mysli. Przez kolejne kilka dni glosno bylo o kobiecie ktora robila zakupy karta kredytowa jednej z
ofiar ataku terrorystycznego.

W kazdym banku co jakis czas dokonuje sie rotacji w okienku, lub wysyla na przymusowy wolny dzien od zajec. Sprawdza sie czy
zgadza sie stan kasy, Niedawno mialem okazje zobaczyc jak wygldaja podrobione czeki. Z reguly zgadza sie tylko nazwa firmy. Jedna z
podrobek, miala wyraznie zaznaczone ze “to nie jest czek, ale moze byc uznany za srodek platniczy”. Bank sie zorientowal ze cos jest
nie tak, ale tak czy inaczej czek ten nie zostal odrzucony przez kasjerke. Innym razem musialem sie spierac z pania w budce w metrze,
ktora chciala mnie przekonac ze 20 dolarownka ktora wlasnie wyciagnalem z bankomatu jest falszywa.

W naszej firmie istanialo podejrzenie ze dzieja sie dziwne rzeczy w dziale krawieckim. W sytuacji kiedy nie ma kontroli, mozna
zamawiac materialy jak sie komu podoba I kiedy ma sie na to ochote. Wszystki zlecenia przechodzily przez rece jednego ze
sprzedawcow. Zgodnie z zasada, ze kto ma dostep do kasy, moze ukrasc pieniadze, a kto ma dostep do czekow, nie zapomni o
swoich wlasnych potrzebach. Tak nasz sprzedawca, mogl sobie pofolgowac na dwa sposoby, mial dostep do materialow ktorych nikt
nie kontrolowal, mogl tez troche “pomataczyc” w samych transakcjach, tak ze nie mozna by sie bylo zorientowac, kto co kupil I za ile.

Projekt “zaklad krawiecki” mial to zmienic. Sprzedawca nie byl juz odpowiedzialny za materially, mogl sie jednak pokazywac w
zakladzie. Zamowienia trafialy teraz na moje biurko. Kazda bela materialu byla zaksiegowana. Ku naszemu zaskoczeniu okazalo sie
jednak ktoregos dnia ze ze stolu w zakladzie zginal zamowiony material. Przeszukanie sklepu oraz zakladu nic nie dalo. Tym bardziej
bylismy zaskoczeni, kiedy nastepnego dnia, z samego rana znalezlismy  material na tym samym stole, tak jakby nigdy nie opuszczal
tego miejsca.


106.


Wpisanie w wyszukiwarce Google hasla “Caimanera, Cuba”, da nam kilka linkow. Prowadza one glownie do hotelu Islazul, ktory w
zamiarze wladz ma byc glowna atrakcja tej czesci wyspy. Skaliste uksztaltowanie terenu, nigdy nie sprzyjalo uprawom. Dlatego tez
mieszkancy osady swoja przyszlosc wiazali z morzem. Miasteczko polozone u samego wejscia do zatoki, nabralo strategicznego
znaczenia w okresie rewolucji. Podzielono je na dwie czesci. Czesc kubanska oraz czesc amerykanska, ktora dzisiaj jest bardziej
znana jako baza Guantanamo.

Czesc amerykanska zostala oddzielona od kubanskiej wzdluz drogi przecinajacej Caimanera’e. Tuz za droga rozpoczyna sie pas
zaoranej ziemi oraz zasiek ktore Rosjanie kiedys nazywali “systiema”. Plot I druty kolczaste dochodza tylko do pewnego miejsca.
Tereny na poludnie od miasteczka sa zbyt bagniste zeby pozwalaly na wybudowanie zasiek. Druga czesc bazy znajduje sie po drugiej
stronie wejscia do zatoki. W ten sposob baza wojskowa ma pelna kotrola nad portem. Kazdy statek ktory chce zakotwiczyc w tym
miejscu musi wystapic o zgodze wladz amerykanskich.

Moim informatorem jest byly nauczyciel matematyki, ktory w latach 70-tych mial okazje stacjonowac z wojskiem w Caimanera. Ich
zadaniem bylo obserwacja bazy. Sprawdzac jakie okrety amerykanskie wplywaja, a takze podsluchiwanie rozmow zalogi. Inwilgilacja
odbywala sie na sprzecie amerykanskim.

Lubie z nim rozmawiac. Jest jakies pokrewienstwo miedzy nami. Jakies wspolne doswiadczenie, wspolny mianownik w postaci
czolowki Mosfilmu, slynnej robotnicy z sierpem, przytulonej do faceta z mlotem. Dziala czar tych samych marek, telewizora Rubin,
lodowki Minsk czy czarnej wolgi ktora straszona mlodziez w latach 70-tych. Na Kubie zdaje sie byla jakas inna regionalna wersja tej
legendy.

Podobienstw jest jeszcze wiecej. Rzad kubanski scisle kontrolowal kto mogl sie osiedlic w tej miejscowosci. Oczywiscie glownym
powodem reglamentacji jest byla baza amerykanska.

Jej obecnosc jest przyczyna pewnego paradoksu.  Kladzie sie cieniem na jakosci zycia. Jednoczesnie daje ona zatrudnienie niektorym
mieszkancom miasteczka. Kazdego dnia dwa pelne autobusy przemierzaja te sama odleglosc do bazy. Szpital, bank, budynki
techniczne wymagaja obslugi. Za swoja prace kubanczycy otrzymuja zaplate w dolarach,. Oszczednosci trzymaja w amerykanskim
banku. Niektorzy z nich moga spedzac wakacje w Stanach.

Zarowno baza jak I Caimanera sa skazane na siebie. Miasteczko ze wzgledu na swoje polozenie jest odizolowane od reszty kraju.
Baza amerykanska uzycza swoich agregatorow I udostepnia elektrycznosc mieszkancom miasteczka. Ze swej strony Caimanera
zaopatruje baze w wode. Woda pitna jest dostarczana ze Stanow, ale woda niezbedna do innych czynnosci dostarczana jest juz przez
strone kubanska.

107.

Najwyzszy czas sie przedstawic. Mam naturalna zdolnosc do popelniania glupot. Uderzyc sie drzwiami w czolo. Prosze bardzo.
Powiedziec "pokoj z Toba" przy braniu komunii, i zaraz dodac "dziekuje". Jak najbardziej. Przebrac sie gdzies  w krzakach, pod oknami
Buckingham Palace. Tak to ja. Caly "Kazio, caly On". Potem tylko przychodzi otrzezwienie. Cos Ty zrobil. O czym Ty myslales? Nie wiem.
Kiedy zapytano Cliff Clavin’a z serialu "Cheers", po jednym z jego wyglupow "jak ty to robisz, jak mozesz pokazac tutaj swoa twarz".
Krotko odpowiedzial, "ale o co chodzi". A no wlasnie

W czasie podrozy z Nebraski do Nowego Jorku, na samym poczatku mojego pobytu w Stanach. Autobus zrobil krotka przerwe na
hamburgera. Szybko zlapalem swoja kurtke i wypadlem do restauracji. Po kilku minutach zorientowalem sie ze nie mam przy sobie
czapki. Gdzie ona jest. Taka czarna. Musiala mi gdzies wypasc przy wychodzeniu z autobusu. W drodze powrotnej na swoje miejsce,
zauwazylem ja. Jest, musiala mi wypasc  z kieszeni. Szybko chwycilem czarny przedmiot z czyjegos siedzenia. Kiedy kilka godzin
pozniej, w Nowym Jorku, zadowolony szedlem ulica, cieszac sie ze mroz nie szczypie mi uszu, mialem dziwne wrazenie cos jednak
jest nie tak z ta czapka. Byla za… duza. To sie musial ktos zdziwic, kiedy zakladal moja.

Szef naszej firmy kurierskiej, przyjal nowa strategie. Kazdy pracownik mial nosic koszulke z napisem firmy. Dostalem ja tez i ja.
Nosilem prze kilka dni, do czasu kiedy w metrze, kobieta w srednim wieku, parsknela smiechem na moj widok. Napis na koszulce
mozna by przetlumaczyc jako "czas na szybki numerek". Ona przynajmniej zareagowala.

Nastepnym razem bylem zdany juz na samego siebie. Jak zwykle zjadlem w czasie lunchu kanapke z roznosciami I majonezem. Tak
sie zapamietalem  w jedzeniu, ze spora jego czesc rozlala sie po moim policzku. Wrocllem potem do biura. Nikt nawet nie zwrocil mi
uwagi ze cos jest nie tak. Potem zlapalem teczke i w droge na uczelnie. No i zaczelo sie. Przez godzine usmiechom i
porozumiewaczym spojrzeniom nie bylo konca. Kobiety usmiechaly sie tajemniczo, a mezczyzni odwracali glowy. Dopiero kilka godzin
pozniej zorientowalem sie ze przeszedlem pol miasta ze "sperma" na ustach.

Cos mnie jeszcze czeka. Na pewno cos sie zdarzy. Mam to jak w banku. Albo sam cos wymamrotam  w dziwnym zwidzie. Albo los zrobi
to za mnie. Postara sie zebym sie dobrze bawil, I inni razem ze mna.

Po takiej kanapce, trzeba czasem odwiedzic toalete. Majonez byl nieswiezy. Niewazne. Wazne to dobrze zabezpieczyc deske klozetowa.
Biore kawalki paperu toaletowego, rozkladam na we wszystkich mozliwych miejscach, a potem siadam bezpiecznie. Szybkie
spojrzenie na zegarek, a potem jeszcze szybciej portki na tylek i biegiem na korytarz. Pomiedzy zajeciami mialem zwyczaj
rozprostowania kosci. Przeszedlem  w dol do 14 ulicy, potem powrot przez 6 avenue do 23 ulicy. Po drodze zajrze  do jakiegos
sklepiku. Kupie cos na zab, popije herbata i tak mija milo czas. Potem powrot na zajecia. Kiedy wreszcie wrocilem do domu,
zadowolony ze tak fajnie minal dzien, moja zona przywitala mnie od samego progu. "Odwroc sie" mowi, "co to jest, co ty tam masz z
tylu". Spod kurtki wystawal, dlugi na metr, krety jak ogon, bialy papier toaletowy.


108.

Jeszcze tylko to “ucho igielne” I bede w domu. Ostatni rok, ostatnie zajecia na uczelni, a ze mnie zeszlo powietrze. Pamietam ze juz raz
przez cos podobnego przechodzilem, kiedy jeszcze studiowalem w Polsce. Nie mialo znaczenia czy sie czegokolwiek nauczylem, czy
cokolwiek pamietam. Wszystkie moje mysli skupialy sie na tym, ktora reke mam podac profesorowi, bylemu powstancowi
warszawskiemu. Lewa czy prawa, zeby tylko nie popelnic glupstwa. A ocena, a jakie to ma znaczenie. Ostatni egzamin, biore co daja.

Kiedy teraz patrze na te kilka lat studiowania w Stanach, to najlepiej pamietam poczatki I koniec. Posrodku jest wielka dziura ktorej nie
moge zidentytfikowac. Kilkaset godzin zajec bez historii. Cos studiowalem, tylko co. No moze troche przesadzam. Cos tam jednak
pamietam.

Utkwil mi w pamieci profesor od statystki, Sikh, ktorego nikt nie rozumial. Potem inny profesor Japonczyk, ktorego kiedy sie sluchalo, to
jakby sie ogladalo film w oryginale. Troche szorstki w obyciu kiedy strofowal studentow, tlumaczylem to wszystkim jego ograniczonym
zasobem slowek. Inny rprofesor od ksiegowoci, mial wystarczajaca wiedze, ale byl niesamowity balaganiarz. Juz po kilku minutach
wykladu, byl caly ubrudzony kreda, a koszula wystawala mu do kolan. Skopiowane notaki ktore wreczal studentom, wymagaly osobnej
interpretacji. Prawdziwy kod Leoanarda Da Vinci.

Osobne miejsce w panteonie osobowosci zajmuje inny profesor od ksiegowosci. Cynik pelna geba. Do tego sluzbista. Uwaga, jest 19:
27, odkladamy dlugopisy, oddajemy karteczki.. Musialem mu podpasc. Zostalo jeszcze kilka pytan, wpisze cos na chybil trafil. Dopadl
do mnie w dwoch susach.Szarpnal kartke I natrafil na opor. W tej krotkiej chwili wybuchlo uczucie jak gejzer gorace, prawdziwe I czyste.
Nasze dlonie szukaly punktu zaczepienia. Scisniete opuszki palcow wzywaly pomocy. Jeszcze nie teraz. Kolejne szarpnieniecie
usmierzylo bol. Mial wreszcie kartke w reku. Nastepnym razem wystarczyl mu juz tylko jeden sus. Dopadl do mnie szybciej niz zdazylem
odlozyc dlugopis. Wiem ze chcial wiecej, nawet wiem co chcial. Zebym mu oddal te cholerna kartke dokladnie o 19:27

Ostatnie zajecia, krotka sesja letnia I godziny z audytu. Dlugodystansowiec dopadl juz do mety, nie jako zwyciezca, ale jako ten jeden z
ostatnich. Ten ktory dobiega kilka godzin po zamknieciu konkursu. Nie bylo fajerwerkow, “nagrody przeslemy poczta”.

Cztery godziny zajec wieczorowa pora. Po godzinie sala wykladowa jest juz tylko w polowie pelna. .Starszy profesor, dla ktorego sa to
chyba ostatnie zajecia przed emerytura, jest bardzo wyrozumialy. Sam przedmiot ciezko zrozumiec, a co dopiero napisac koncowy
ezgamin. Dalbym sobie “paznokcie obciac” ze “gralismy znaczonymi kartami” Obok kazdego pytania widzialem jakies male kropeczki z
zaznaczona opdowiedzia. Sam juz nie wiem. Byc moze jednak mi sie to tylko zdawalo.
Wszelkie prawa zastrzezone. Publikowanie bez wiedzy i zgody autora zabronie.