:: Kilka pierwszych lat...Nowy Jork ::
Archiwum
11.

Moja znajoma jest Meksykanka. Mieszka razem z rodzicami I czworka rodzenstwa gdzies na obrzezach Huston. Jej rodzice mieszkali
kiedys w Chicago, potem przeniesli sie do Huston. Matka zajmowala sie domem, a ojciec pracowal w stoczni. Nie wiem czy mial stala
prace, wiem ze codziennie rano stal na jakims rogu I byl zabierany do pracy wraz z
innymi.

Wszystkie dzieci uczeszczaly do collegu, byl to zdaje sie community college. Moja znajoma studiowala literature. Miala miedzy innymi
zajecia z pisarka ktora napisala "Kto sie boi Wirginii Woolf". Jej bracia byli zwariowani na punkcie filmow. Mieli nawet kamere, kilka razy
wybralismy sie na szukanie plenerow do ich filmu.

Dostalem do swojej dyspozycji osobne mieszkanie, posilki jadlem jednak razem z nimi. Do dzisiaj pamietam "tacos" ktore przyrzadzila
dla mnie jej mama.

Cala rodzina starala sie abym sie dobrze u nich czul.


Dzielnica w ktorej mieszkali tez nie byla najlepsza. Zaraz po zmrokunikt nie wychodzil poza brame. Prawie co noc slyszalem syreny
policyjneI moglbym przysiac ze slyszalem strzaly.

Z mroznego NY trafilem do cieplego Texasu. Temperatura utrzymywala siepowyzej 70F a w niektore dni przekraczala 80F. Mozna bylo
smialo chodzic w samej koszulce.

Sylwester spedzilismy w wesolym miasteczku. Zdaje sie ze nazywa sieAstroland. Bylem jak male dziecko ktore nie chce zejsc z
hustawki. Najbardziej spodobala mi sie zjezdzalnia gdzie spadalo sie twarza w dolpod katem 90 stopni w kierunku ziemi. Dopiero na
niewielkiej wysokosci wagonik zmienial polozenie.

Od czasu do  czasu wybieralismy sie do kina. W Huston byly dwa lub trzykina gdzie bilet kosztowal 1 dollara. Grali w nich filmy ktore
dopiero co zeszly z normalnego rozpowszechniania. Jedynym mankamentem takiej wyprawy byla odleglosc, z reguly dotarcie do kina
zajmowalo namokolo 40 minut, I to wszystko w obrebie miasta, choc tereny wygladaly glownie jak pola.

Huston jest miastem nietypowym, posiada dwa centra tak zwane Downtown z wiezowcami. Sa one oddalone od siebie I laczy je jeden
bulwar. Po srodku jest raczej plasko. Poniewaz temperatury w lecie sa bardzo wysokie, wiec wiezowce sa polaczone podziemnymi
korytarzami. Powoduje ze nie widuje sie zbyt duzo ludzi na ulicach, a miasto sprawia wrazenie wyludnionego.

Nowoczesna zabudowa Huston zostala wykorzystana w wielu filmach, jednym z najbardziej znanych jest "Robocop".


12.

W Huston spedzilem w sumie 4 tygodnie. Czas mijal szybko. Staralem sie korzystac z kazdej okazji aby zwiedzic miasto oraz okolice.
Jakies 40 mil na poludnie, tuz nad zatoka meksykanska, znajduje sie Galveston.  W sezonie tetni zyciem, I stanowi spora atrakcje.
Miasto to jest jednak bardziej znane z tego ze na poczatku zeszlego wieku zostalo prawie doszczetnie zniszczone przez cyklon przy
ogromnych stratach w ludziach.

Jakies dwie godziny jazdy od Huston znajduje sie San Antonio.  Dosyc niespodziewanie wyrasta na zupelnie plaskim terenie. Rzeka
ktora przeplywa przez miasto stanowi sama w sobie ogromna atrakcje turystyczna. Zostala ona calkowicie uregulowana I zabudowana.
Po obu jej stronach znajduja sie deptaki I restauracje. Calosc jest zacieniona
drzewami I stanowi bardzo przyjemne miejsce odpoczynku.

Mniej wiecej piec minut od "boardwalk" znajduje sie najwieksza atrakcja miasta czyli Alamo. Stara misja hiszpanska byla miejscem
walki z przewazajacymi silami meksykanskimi. Sciana frontowa oraz sam budynek zachowane sa w bardzo dobrym stanie.

Po zwiedzeniu Alamo nie moglem sobie odmowic zjedzenia meksykanskiej
'fajitas"

Plaskie przestrzenie Texasu dzialaja na wyobraznie kierowcow. Ruch na autostradach tez jest niewielki. Kiedy wreszcie spotka sie
innego kierowce zaczyna sie sciganie. Rywalizacja zaczyna sie zupelnie z niczego, jeden samochod podjezdza do drugiego. W pewnym
momencie jada na tej samej wysokosci I jeden drugiemu nie chce ustapic. Taka zabawa moze trwac kilka lub kilkanascie minut. Kilka
razy wzialem udzial w takim wyscigu zarowno poza miastem jak juz w samym Huston.

Inna atrakcja jest sluchanie muzyki na caly regulator w czasie jazdy. Kazda muzyka ma swoje miejsce I czas. Brat mojej znajomej
uwielbial Nirvane, ja bedac jeszcze w Polsce slyszalem "Smells like teen spirit" ale nie robila na mnie wrazenia. Dopiero teraz w Huston,
w tym troche futurystycznym miescie, ich muzyka zabrzmiala pelna barwa.

Ktoregos dnia wypozyczylem z lokalnej bibliotece film "Popiol I Diament". Mialem nadzieje ze uda mi sie przyblizyc im troche nasza
kulture. Niestety, pomimo napisow, film ten byl dla nich zupelnie niezrozumialy. Byli zupelnie nieprzygotowani na odbior jego tresci.

Roznice kulturowe musialy byc znacznie glebsze, gdyz po moim wyjezdzie
nasz kontakt po pewnym czasie sie urwal.


13.

Z Huston udalem sie na polnoc do Nebraski. Po drodze autobus zatrzymywal sie w kilku miejscach. Tuz przy trasie z Huston do Dallas
znajduje sie miejscowosc Huntsville. Miasteczko jakich wiele w Teksasie, troche senne, po srodku plac z budynkiem sadu lub
miejscowej administracji. Znacznie pozniej skojarzylem ze zatrzymalem sie w
miejscu gdzie wykonuje sie najwiecej wyrokow smierci w Stanach, samego
jednak wiezienia nie widzialem.

Poznym wieczorem zatrzymalismy sie w Dallas. Juz z daleka miasto wyglada zupelnie inaczej niz Huston. Sporo wiezowcow I zabudowa
wydaje sie bardziej skondensowana.

Nastepnego dnia zatrzymalismy sie na dluzszy postoj w Kansas City. Ladna nazwa, kojarzy sie glownie z westernem. Nic juz jednak nie
przypomina dawnych czasow.

Omaha do ktorej dotarlem zachowala troche charakter dzikiego zachodu. Zabudowa miasta jest raczej plaska, niewiele jest wysokich
budynkow. W centrum miasta na dosyc duzym placu znajduja sie metalowe zagrody dla bydla. Omaha slynie ze swojej wolowiny I
steakow.

Zatrzymalem sie u rodziny mojego kumpla z ktorym dzielilem pokoj w akademiku w Polsce. Znalazlem sie w zupelnie innej Ameryce,
zamieszkalej glownie przez biala srednia klase, zyjaca dosyc dostatnio na swoich "suburbs" Rodzina mojego kumpla przyjela mnie
niezwykle zyczliwie. Starali sie abym sie nie nudzil. Zmiana klimatu zrobila jednak swoje, z cieplego Huston znalazlem sie raptem z
mroznej Nebrasce. Rozchorowalem sie I pewien czas spedzilem w lozku.

Kiedy juz wreszcie wydobrzalem mialem mozliwosc zwiedzenia miasta I okolic. Bardzo ciekawym miejscem jest dzungla ktora znajduje
sie pod szklana kopula. Innym razem wybralismy sie na odszukanie domu w ktorym mieszka jeden z najbogatszych Amerykanow
Warren Buffet. Kolejna atrakcja jest sierociniec "Boystown", powstal o nim bardzo znany film ze Spencerem Tracy.

Mialem tez mozliwosc sprobowania prawdziwego steaka. Niestety moja wiedza na temat jaki on powinien byc im jak go zamowic byla
zadna. To co dostalem mialo galaretowata konsystencje z dwoma schowanymi niewielkimi ziemniaczkami. Przez wiele lat nie ruszylem
potem zadnego steaku.

Innym razem zostalem zaproszony na polski obiad do zaprzyjaznionej polskiej rodziny. Byli to przedstawiciele tej mitycznej amerykanskiej
Polonii. Nie potrafili juz mowic po polsku, potrafili jednak zrobic schabowego z buraczkami. Byl to moj pierwszy polski posilek od wielu
miesiecy. Oboje byli juz na emeryturze, mieli dwie corki ktore uczyly
sie w collegu. Mieli calkiem ladny dom, w ladnej okolicy I dopiero niedawno udali sie na zwiedzanie Ameryki Amtrakiem.

Brat mojego kumpla staral sie abym sie nie nudzil. Ktoregos dnia zabral mnie na klubu. Po pol godzinie dotarlismy na miejsce, w
szczerym polu na rozwidleniu drog stal niewielki barak, przy nim troche samochodow , w srodku kapela grala utwor Spin Doctors I
calkiem dobrze im to wychodzilo.

Mlodzi ludzie ktorych tam poznalem wydali mi sie bardzo podobni do nas. Sposob ubierania sie byl podobny do tego w Polsce.
Zachowanie tez bylo podobne. Grajac w "indianskiego pokera" chcieli za wszelka cene dowiedziec sie jak sie klnie po polsku.


14.

Nie mialem zamiaru zostawac w Nebrasce. Uznalem ze znacznie latwiej bedzie mi sie zylo w Nowym Jorku. Po trzech tygodniach pobytu
w Omaha wykupilem ponownie bilet na autobus.

Jak zwykle zatrzymywalismy sie po drodze w wiekszych miejscowosciach. Autobus zapelnil sie w Des Moines. Czlowiek ktory usiadl
obok mnie zadal mi jedno pytanie skad jestem ? Odpowiedzialem ze z Nowego Jorku. Skrzywil sie z niesmakiem I wiecej sie juz nie
odezwal.

Pamietam dokladnie dzien wyjazdu z Nebraski, bo byl to dzien w ktorym dokonano pierwszego zamachu na WTC. Zdjecia z zamachu
pojawily sie na pierwszej stronie gazety USA Today.

Drugi dluzszy przystanek mielismy w Chicago. Po raz pierwszy od dluzszego czasu slyszalem polska mowe.

Wreszcie jestem w Nowym Jorku. Zatoczylem wielkie kolo jadac tymi autobusami. Nie wiem dokladnie ile przejechalem mil, wiem jedno
ze pozostal mi uraz do podrozowania tym srodkiem lokomocji.

Zatoczylem kolo tez w innym sensie, wrocilem do punktu wyjscia. Znalazlem sie ponownie w Nowym Jorku z przekonaniem ze pomimo
posiadania znajomosci w Stanach to tak wlasciwie moge liczyc tylko na siebie, ze nikt nic mi nie zalatwi I nie rozwiaze moich problemow.

Na kilka dni zatrzymalem sie ponownie u moich znajomych I po kilku dniach poszukiwan znalazlem swoj wlasny kat. Poniewaz nie
moglem zbytdlugo siedziec im na glowie, zdecydowalem sie na wynajecie czegokolwiek byle byl to osobny pokoj. Znalazlem takie
miejsce na Ridgwood, w domu wynajmowanym przez Polaka, z tym ze pokoj ten miescil sie doslownie w piwnicy. Kiedy dostalem klucze
to wlasciwiel domu przestrzegl mnie "tylko cicho, sza, niech nikt sie nie dowie"

Nie bylem sam , tuz obok mieszkalo malzenstwo ktore poprzez Niemcy dostalo sie do Stanow w latach 80tych. On byl po jakims
wypadku I wiekszosc czasu spedzal ogladajac telewizje. Oboje jednak z rozzaleniem wspominali stare dobre czasy kiedy mieszkali w
Niemczech.

Mialem wreszcie swoj pokoj. Zamek mozna bylo otworzyc nozem kuchennym, bylo tez okno ktore otwieralo sie na dwa palce, wychodzilo
on jednak na tzw studnie wiec nie bylo wlasciwie zadnego swiatla. Przez kilka miesiecy chodzilem spac kiedy bylo ciemno I wstawalem
tez w zupelnych ciemnosciach.

Razem z kumplem odmalowalismy sciany, wstawilem moj materac I kupilem jednorazowy dywan za 20 dolarow.

Prace mielismy rozpoczac na poczatku Marca, tak sie jednak zlozylo ze ktoregos dnia calkiem niespodziewanie przeszla nad NY burza
sniezna. Wszystko zostalo przysypane a moje przymusowe wakacje zostaly przedluzone o nastepne 2-3 tygodnie.

Pieniadze ktore zarobilem w zeszlym sezonie stopniowo topnialy, musialem sie liczyc z kazdym groszem. Dla rozrywki ukladalem puzzle I
sluchalem radia Classic Rock
prowadzone m.in przez Scott Nooney. Jest on chyba duchowym ojcem p. Piotra Kaczkowskiego z Trojki. Laczy ich ta sama maniera
wymowy.

Radio ktore mialem to jest takie radio-budzik. Dostalem je w spadku bedac jeszcze na Campie. Obecnie jest to chyba jedyna rzecz jaka
mi pozostala z tego okresu i w dalszym ciagu jeszcze mi sluzy.


15.

Zima wreszcie minela I moglem wrocic do pracy. Rok ten byl niezwykle goracy. Przeskok miedzy zima a latem jest bardzo szybki. W ciagu
niespelna miesiaca zaczelo niezle przygrzewac. Mozna bylo pracowac w szortach I koszulce. Prawdziwe jednak upaly nastaly latem.

Zostalem przekwalifikowany z kosiarki na maszyne ktore przycina krawedzie, nosi sie to w rekach I chodzi tylem. Praca ta wymagala
pewnej wytrwalosci.

Pracowalismy we trzech. Szefowie jezdzili z nami bardzo rzadko, wlasciwie tylko wtedy kiedy wymagaly tego interesy. Spelniali wtedy
funkcje reprezentacyjne. Maszyny pakowalo sie do Van'a, z przodu bylo jedno wolne siedzenie, pozostale dwie osoby musialy siedziec na
dostawkach. Szef czasem jezdzil jak szalony I to niesamowite ze nie
mielismy zadnego wypadku. W bardziej kryzysowych sytuacjach wyciagal rawie ramie aby zabezpieczyc mnie przed uderzeniem w szybe.
Niedobrze i sie robi kiedy sobie pomysle ze moglbym wyleciec z kosiarka na plecach.

Wciagu dnia robilismy okolo 10 domow, kazdy z nas mial swoje okreslone obowiazki. Procz scinania trawy nalezalo tez usunac chwasty.
Raz w tygodniu bylismy wysylani na Long Island aby obsluzyc kilka posesji.Byl to dla nas okres odpoczynku, oczywiscie po zakonczonej
pracy.

Szef czasem sie zastanawial " jak to mozliwe, poruszacie tak wolno a wszystko jest zawsze zrobione ?" Ktoregos dnia zaczely mu
przeszkadzac nasze zmeczone twarze, chial abysmy z entuzjazmem rozpoczynali kazdy dzien, jak sam mowil "wakacje bedziemy mieli w
zimie"

Zauwazylismy ze nie zaplacili nam za wszystkie wyrobione godziny pracy. Postanowilismy ze sami bedziemy zapisywac ile
przepracowalismy godzin. Szefowie zgodzili sie na nasza propozycje i od tej pory co tydzien dostawali od nas kartke z wykazem godzin.

Slowo szefa rzecz swieta, mielismy posadzic krzewy w ogrodzie przed jednym apartamentowcow na Manhattanie. Prace wykonalismy tak
jak sobie zazyczyli. Niestety nasza praca nie spodobala sie jednemu z lokatorow. Zaczal wrzeszczec I wymyslac niestworzone rzeczy. Nie
wytrzymalem,powiedzialem mu ze jak mu sie nie podoba to powinien porozmawiac z moim szefem. To go jednak nie przekonalo. W
dalszym ciagu krzyczal na cale gardlo. Mialem dla niego krotka odpowiedz aby sie na nas nie odgrywal
za swoje problemy z zona. Zamilkl, I zaraz przeprosil.

Telewizja podala ze w okolicach NY doszlo do desantu nielegalnych chinskich imigrantow. Ku naszemu zaskoczeniu, na tej samej ulicy
gdzie mieszkal nasz szef, natknelismy sie z rana na silna grupe FBI. Otoczyli dom w ktorym znajdowala sie grupa niedoszlych przyszlych
mieszkancow USA. Matka szefa podekscytowana to historia mowi do nas "Wiecie, znalezli nielegalnych imigrantow". Wszyscy skinelismy
tylko glowami, "no popatrz, popatrz"



16.

Po kilku pierwszych tygodniach pracy postanowilem ze juz czas kupic sobie telewizor. Wybralem sie w tym celu do najblizszego domu
towarowego. Kupilem sobie 13 calowy odbiornik firmy Goldstar. Ku mojemu zaskoczeniu, odbior w piwnicy byl bardzo dobry. Sam jednak
telewizor byl kiepskiej jakosci. W ciagu roku zepsul sie chyba ze 3 razy. W koncu wyrzucilem go na smieci. A swoj nastepny telewizor
znalazlem na ulicznej wystawce. W calej tej historii z telewizorem najwazniejszy byl fakt ze sam zakup sprawil mi sporo przyjemnosci. Nie
musialem sie martwic czy wystarczy mi pieniedzy na przezycie. Po prostu poszedlem do sklepu I kupilem to co chcialem.

Lato 1993 bylo niezwykle gorace. Bylem nawet zadowolony ze sypiam w piwnicy. Normalnie przy takich upalach trudno jest wytrzymac
bez klimatyzacji. Ja nie musialem sie o to martwic. Kiedy zblizala sie juz jesien doszedlem do wniosku ze najwyzszy czas znalesc sobie
nowe miejsce.

Swoje kroki skierowalem na Greenpoint. Mialem juz dosyc codziennego dojezdzania z Ridgewood.

Pierwszy pokoj jaki znalazlem z ogloszenia nie mozna nawet nazwac pokojem. Byla to raczej wneka w kuchni. Jakas pozostalosc po
spizarni ktora zamykaly rozsuwane drzwi. Mieszkajac w takich warunkach moglem byc pewny ze bede budzony codziennym porannym
mlaskaniem.

Druga proba znalezienia wlasnego kata zaprowadzila mnie od dosyc ciemnego mieszkania typu “subway”. Jest to mieszkanie w ktorym
przechodzi sie z jednego pokoju do drugiego. Zero prywatnosci. Lozko bylo ustawione tuz przy wyjsciu. Tuz obok byl zamykany pokoj, a za
drzwiami jechal juz “wesoly autobus”

Na tablicy ogloszen w Polskiej Unii Kredytowej znalazlem ogloszenie o pokoju do wynajecia na Ridgewood. Zadzwonilem pod wskazany
numer I umowilem sie na wizyte.

Pokoj do wynajecia mial osobne zamykane wejscie. Byl w pelni samodzielny, a do pozostalej czesci mieszkania przechodzilo sie przez
korytarz. Byly tez dwa duze okna. Wreszcie troche swiatla.

Dziewczyna ktora wynajmowala to mieszkanie poczatkowo nie byla zdecydowana czy chce mi wynajac ten pokoj. Chciala sie zastanowic
nad tym czy jestem odpowiednia osoba. Trzeba bylo kuc zelazo poki gorace. Wyciagnalem pieniadze z kieszeni I mowie ze tu jest
depozyt. Po kilku minutach, zgodzila sie.

Nie mialem zbyt wiele rzeczy, wszystko zmiescilo sie do pleacaka. Z telewizorem tez nie bylo problemu. Tylko materac musialem
przeniesc razem z kumplem. Tak sie zlozylo ze moj nowy pokoj byl oddalony od starego o jakies 10 minut piechota.

Wlasciciel domu, nie sprawial mi problemu. Odzyskalem depozyt za poprzedni pokoj.

Bylo tam troche starych mebli. Razem z dziewczyna, rozebralismy je mlotkami na czesci pierwsze. Zostala tylko stara szafa, jakas
komoda I stalowa konstrukcja ktora sluzyla za polke. Kilka tygodni pozniej dostalem od jednej Amerykanki niewielka sofe ktora
przetransportowalismy do mnie. Pokoj odmalowalem w jeden dzien. Dokupilem tez jednorazowy dywan I mozna bylo mieszkac.


17.

Moje wyobrazenie o Stanach w 1992 roku bylo cokolwiek ograniczone. To co dzialo sie za oceanem bylo zwykla migawka w Dzienniku
telewizyjnym. Z reguly informacja dotyczyla jakiejs tragedii lub ciekawego zdarzenia. Inna Ameryke znalismy z filmow. Wszystko bylo
jakies sterylne I czasami egzotyczne. I ten nieszczesny serial Dallas, ktory przyniosl chyba wiecej zlego niz pozytku. Kto nie pamieta filmu
“Powrot do przyszlosci”. To jest niedoscigniony wzor amerykanskich przedmiesc. To oni tak zyja ? Naprawde ?  

Ktos kto wlasnie przyjechal do Stanow nie odwiedzi rodziny Carringtonow, przynajmniej nie od razu. Nie trafi tez na przedmiescia I nie
bedzie jezdzil na deskorolce. Jest wieksza szansa ze zaczepi sie gdzies na Greenpoincie lub Jackowie

Nowy Jork byl brama do Ameryki dla milionow imigrantow. Miasto to jest czescia Nowego Swiata , ale jednoczesnie czesto mozna
uslyszec ze to nie jest Ameryka. Miasto same w sobie stanowi odrebny twor, odmienny od innych miast. Nazywany jest Wielkim
Jablkiem, niewiele osob potrafi wytlumaczyc dlaczego.

Kiedy mowi sie New York, przecietny nowojorczyk bedzie mial na mysli tylko Manhattan. Probowalem sie kiedy dostac z Campu do
miasta. Malzenstwo klore mnie podwozilo nie chialo slyszec o zabraniu mnie do centrum. Ja uparcie powtarzalem ze chce do Nowego
Jorku, a oni uparcie odmawiali mowiac ze moga mnie podrzucic tylko na Bronks. O co im chodzi czyzby Bronks nie byl czescia NY ?

Okazuje sie ze nie. Bronks jest osobnym miastem, podobnie jak Queens, Brooklyn I Staten Island. Wszystkie piec czesci tworzy New
York City. Nie badzcie jednak zaskoczeni kiedy jakis Amerykanin z centrum Stanow na wiadomosc ze mieszkacie w NYC z zachwytem
powie “to ty mieszkasz na Manhattanie”

Kazda z pieciu czesci dzieli sie na mniejsze jednostki. Jedna z takich dzielnic jest Greenpoint. Z zieleni pozostala tylko nazwa. Wiekszosc
budynkow jest stara. Z jednej strony dzielnica jest wcisnieta pomiedzy nabrzeze, gdzie znajdowaly sie kiedys fabryki, a zdrugiej strony
znajduje nowa smierdzaca oczyszczalnie sciekow.

Poczatkowo Greenpoint byl zamieszkaly glownie przez Niemcow oraz Wlochow. Osiedlali sie tutaj glownie ze wzgledu na bliskosc pracy.
Polska dzielnica miescila sie na Manhattanie, ponizej 14 Ulicy, w rejonach 1 Avenue. Do tej pory mieszkaja tam niedobitki. Zachowala
sie polska parafia I ze dwie restuaracje. Jedna z nich ma calkiem przyjemny ogrod. Z obsluga jest troche gorzej. Babsztyl ktory tam
pracuje obslugiwal chyba kiedys dawny bufet PKP.

Nasi rodacy zostali wyparci z Manhattanu przez inne nacje. Obecnie w tamtym rejonie mieszkaja glownie Ukraincy. Wiekszosc Polakow
osiedlila sie na Greenpoincie. Z czasem przenoszono sie tez  w inne rejony. Drugim wiekszym skupiskiem jest Maspeth na Queensie. A
od poczatku lat 90-tych coraz wiecej Polakow osiedla tez na Ridgewood.

Kiedy wiec juz trafimy do Nowego Jorku (nie bede uzywal terminu NYC), to zobaczymy ze trafilismy do, no wlasnie…smietnika. Pierwsze
wrazenie moze byc nieprzyjemne. Stare domy, masa starych uzywanych samochodow, ulice na ktorych trzesie jak w Polsce,  w wielu
miejscach smiecie. Na Bronksie mozna wybrac sobie na ulicy wyrzucone dekle. Jezeli tego samego dnia trafimy jeszcze na Manhattan I
przejdziemy sie szykowna Piata Avenue lub bogata Park Avenue, to juz nic z tego nie bedziemy rozumiec  Jak oni tu mieszkaja ?

Ogladajac dziela Niderlandzkich mistrzow, wpadam zawsze w zachwyt nad detalami. Stajac kilka metrow od obrazu, widzimy jakis
budynek. Podchodzimy blizej I zauwazamy wiecej szczegolow. Pojawiaja sie poszczegolne belki. Zblizamy wzrok blizej, o co to jest ?
muchy narobily na obraz.



18.

Mieszkanie do ktorego trafilem bylo wynajmowane przez dziewczyne ktora mieszkala juz tam od dobrych kilku lat. Miala samodzielny
pokoj, od czasu do czasu odwiedzal ja jej chlopak. Ja mialem swoj zamykany pokoj na koncu, pod drugiej stronie korytarza. Byl tez
jeszcze jeden zamykany pokoj przez ktory w okresie czterech lat przewinelo sie kilka osob. W sumie wszystkie osoby byly raczej mlode,
jezeli nie cialem to przynajmniej duchem.

Jedna z osob ktora tam kiedys mieszkala, napisala nawet ksiazke na temat swego pobytu w Stanach, Wlascicielka mieszkania, stala sie
przyczyna nie lada zamieszania za sprawa samochodu ktory kiedys kupila. Stary Volskwagen kosztowal ja niecale 50 dolarow. W
dalszym ciagu jezdzil, tylko mial problem ze wspomaganiem kierownicy. Chlopak to wszystko ladnie opisal I w nagrode dostal szlaban
na odwiedzanie Ameryki,

Od czasu do czasu mielismy tez gosci. Przez jakis czas mieszkala z nami pewna para. Oboje pracowali dla jakies firmy zajmujacej sie
sprzedaza zabawek, czy cos tym rodzaju. Przypominalo to raczej strukture firmy Amway. Ona calkiem sympatyczna, on za to mial wysokie
mniemanie o sobie. Kategorycznie twierdzil ze powinien zarabiac 40 tys dolarow rocznie I jezdzic BMW. Ku naszemu zaskoczeniu  
ktoregos dnia zdecydowali sie wyjechac do Urugwaju aby tam rozkrecic interes. Bedac juz na lotnisku mielismy pewne mieszane
uczucia zwiazane z widokiem biznesmenow wracajacych do swych rodzinnych stron. Z tego co wiem, interes nie za bardzo sie udal I
oboje mieszkaja juz dawno w Polsce.

Jest cos niesamowitego w tym ze zupelnie obcy sobie ludzie potrafia stworzyc sobie zastepcza rodzine. Kiedy nadchodza  Swieta, ludzie
chca spedzac te chwile wspolnie.

Od czasu do czasu zjawiala sie u nas na weekendy starsza osoba. Nosila niewielki plecaczek I byle pelna energii. Niezwykle
sympatyczna, mielismy wspolne tematy ze wzgledu na to ze ukonczyla ta sama uczelnie, tylko dawno dawno temu. Teraz pracowala
gdzies na domku I odwiedzala nas w okresie Swiat Bozego Narodzenia lub Dziekczynia.

Kiedy mysle o niej zawsze przychodzi mi na mysl jedna rzecz zwiazana z wymowa pewnych slowek. Z trudem musialem utrzymywac
kamienna twarz kiedy Pani ta mowila bardzo powaznym glosem ze dzisiaj bedziemy obchodzic “Seksgiving”


19.

Minal rok mojej pracy, czas podsumowan I refleksji. Co dalej osma klaso ? Bylem zadowolony ze pracuje, ale nie za bardzo zadowolony
z zarobkow. Szef dawal nam podwyzke co kwartal 25 centow na godzine. Wkurzalo nas jadnak ze kiedy razem z nami gdzies wyjezdzal  to
wiecej wydawal na jedzenie dla siebie I swego psa.  

Zmiana pracy w czasie sezonu nie wchodzila w gre. Kiedy pracuje sie szesc dni w tygodniu I ma sie jeden dzien wolny w czasie ktorego
trzeba zrobic pranie I zakupy, to nie za bardzo jest czas na szukanie innej pracy. Musialbym zrezygnowac z jednej aby znalesc druga..

Oszczedzanie tez nie wychodzilo mi najlepiej. Czlowiek nie jest wstanie wyzyc samym ryzem. Podobno najwiecej oszczedza sie w
pierwszym roku pobytu, pozniej ubywa motywacji I jest zbyt duzo pokus aby wydac pieniadze.

Polak ktory ze mna pracowal, czlowiek juz po czterdziestce, przyjechal do Stanow aby zarobic troche pieniedzy. Zamieszkal ze swoja
mama, za mieszkanie nie placil. Od czasu do czasu wysylal jakies pieniadze do domu. Zona wdrazala projekty w kraju. Najpierw byla
lazienka, potem kuchnia, potem inne kafelki. Nie wiem jak dlugo siedzial w Stanach. Codziennie zywil sie tym samym, jajkami. Radzilem
mu, aby dal sobie juz z nimi spokoj. Kilka razy probowal dawac mi jakies rady o zyciu. Powiedzialem mu zeby sie do mnie zglosil jak sie
usamodzielni.

Jak dlugo moglbym jeszcze wytrzymac pracujac w ogrodnictwie ? Moze jeszcze rok. Moze odlozylbym jeszcze kilka tysiecy I wrocil do
kraju. Nie widzialem siebie w roli pracownika fizycznego w wieku 60 lat. To nie dla mnie, ja sie po prostu nie nadaje. Lepiej wrocic do
kraju I dokonczyc studia.

Trzeba jednak cos miec z tego pobytu w Stanach. Najwyzszy czas podszlifowac jezyk.


20.

Za namowa dziewczyny u ktorej wynajmowalem pokoj, zapisalem sie na intensywny kurs jezyka angielskiego na LaGuardia Community
College. Przez szesc tygodni uczeszczalem na zajecia w godzinach popoludniowych od 13-tej do 17-tej.

Moj angielski byl na tyle dobry ze zostalem zakwalifikowany na najwyzszy poziom. Trafilem do grupy w ktorej znajdowal sie jeszcze jeden
Polak, dwie Japonki, Niemiec ze Stutgardu, kilkoro Latynosow I silna grupa pod wezwaniem z Korei Pld.

Przez okolo dwa tygodnie chodzilem tylko na same zajecia, jednak za namowa kumpla zalapalem sie do dorywczej pracy. Zostalem
zatrudniony przez innego Polaka do roznoszenie ulotek. Byl on wlascicielem jakiegos interesu polegajacego na czyszczeniu starych
mebli. Spotykalismy sie rano na Greenpoincie, na rogu, przed polska apteka na Nassau Avenue. Wlasciciel biznesu zabieral nas Vanem
na dolny Brooklyn w okolice ortodoksyjnej zydowskiej dzielnicy na Boro Park. Prawie wszyscy pracownicy byli mlodzi I  prawdopodobnie
w takiej samej sytuacji jak ja. Tylko jedna osoba byla dobrze po trzydziestce. Z tego co sie zorientowalem dla niego nie byla to tylko
dorywcza praca. Do poludnia roznosil ulotki a po poludniu mial inne podobne zajecie.

Wytrzymalem tylko tydzien. Nachodzilem sie wiecej niz z kosiarka. Biznesman zazyczyl sobie abysmy wtykali ulotki w otwory na listy. W
zwartej zabudowie nie bylo z tym problemu, jednak schody zaczynaly sie kiedy niektore domki staly na wzniesieniach w dalszej
odleglosci od chodnika.

Pamietam ze nie otrzymalem pelnej zaplaty za swoja prace, Pozniej spotkalem go kiedys na Greenpoincie  zachowywal sie tak jakby sie
nic nigdy nie stalo.   

Okres nauki byl dla mnie okazja poznania nowych ludzi. Pod wzgledem mentalnym najblizszy byl nam Niemiec. Latynos z Panamy byl w
swoim kraju architektem, w Nowym Jorku jezdzil na taksowce. Koreanczycy mieli swoje problemy, jeden z nich mial ojca wojskowego I
co niektorzy mieli mu to za zle. Jedna z Japonek pracowala nielegalnie jako gejsza w japonskiej restuaracji I marzyla o zielonej karcie.

Kiedy ja zobaczylem zrobila na mnie piorunujace wrazenie. Co tam odmiennosc kultur, co tam skosne oczy. Przez kilka tygodni bylo jak w
filmie. Spotkania na Manhattanie, wspolne kolacje I wyjscia do kina Doprowadzala mnie do szalu jej powsciagliwosc w okazywaniu
uczuc. Na dluzsza mete bylo to nie do wytrzymania. Pozniej okazalo sie ze w jej zyciu byl juz inny samuraj.

Tuz przed koncem kursu zostalismy poinformowani ze mozemy skladac podania na studia. Jako kursanci z najwyzszego szczebla
zostalismy zwolnieni z obowiazku zdawania egzaminu TOEFL. Poczatkowo nie chcialem wypelnic podania. Studia kojarzyly mi sie z
ogromnym finansowym wydatkiem. Moje obiekcje rozwial kumpel.   “Co sie bedziesz martwil, moze zanim zaczniesz studia znajdzie sie
jakies rozwiazanie”. Byc moze, dlaczego nie.