:: Kilka pierwszych lat...Nowy Jork ::
|
Archiwum
21.
Koleny rok I znowu powrot do tej samej pracy. Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. Sa zajecia ktore wymagaja pelnej koncetracji, ale
sa tez i takie ktore nie wymagaja zadnego myslenia. Wystarczy chwycic kosiarke, wylaczyc mozg I chodzic , chodzic, chodzic …..
Ktoregos dnia mojemu szefowi zebralo sie na powazna rozmowe. Mowi “Ty jestes za bardzo niecierpliwy, wszystko chcesz miec od razu.
Popatrz, ludzie to swinie, ty jestes imigrant I kazdy bedzie chcial to wykorzystac. Ja jestem inny” Kiedy jakims cudem dowiedzial sie ze
zlozylem podanie na studia, narzekal “Co on sobie wyobraza, chce isc na studia, a kto bedzie za niego robil kosiarka ?”
Zwiekszone tempo zycia tez robi swoje. Kiedys na samym poczatku pobytu siedzialem sobie na stacji Grand Central, setki ludzi
poruszaja sie w zawrotnym tempie. Oni nie chodza, ale pedza we wszystkie strony. Moja znajoma mowi ze ja tez bede tak biegal. Miala
racje.
Muzyka ktorej sluchalem w Polsce nie cieszy, raczej drazni. Jakos nie pasuje do tego co tu przezywam. Na szczescie poczatek lat 90-tych
to okres rozwoju grunge. Muzyka ostra, o troche brudnym brzmieniu idealnie pasuje do tego miasta. Pierwszy album Green Day jest
jednym z moich ulubionych, ich teksty sa genialne.
Poznaje nocne zycie Nowego Jorku. Na 6 Avenue I 19 Ulicy miescil sie jeden z najlepszych klubow “Limelight”. Stary kosciol zostal
przerobiony na dyskoteke. Wystroj wnetrza surowy, metalowe klatki z dziewczynami. Tance odbywaja sie nie tylko w glownym hallu, ale
takze w mniejszych pomieszczeniach. Mozna by powiedziec, na plebanii. Kilka lat pozniej, policja odkryla ze w klubie byly sprzedawane
narkotyki I lokal zamknieto.
Klub “Tunnel” znajduje sie na zachodniej stronie, w dzielnicy Chelsea. Zupelnie inny wystroj I inna myzyka. Stare pomieszczenia
fabryczne zostaly zaadaptowane do rozrywki. Jak zwykle jest kilka sal z rozna muzyka. Klub przyciaga ludzi roznych orientacji I
prawdziwych dziwakow. Widze chlopaka ktory nosi drewniaki wysokie na pol metra. Porusza sie powoli, bojac sie ze straci rownowage.
W samym klubie pelno tranwestytow. W toalecie miesci sie barek I masa ludzi zaciekle dyskutuje. Jest jedno pomieszczenie wypelnione
po kolana kolorowymi plastikowymi pileczkami. Pokoj jest pusty, wskakuje I to byl moj blad. Raptem, nie wiadomo skad spada na mnie
grad pilek. Probuje uchronic twarz I wydostac sie na zewnatrz, Ktos trafil mnie w ucho, ogluchlem na pol godziny.
22.
Gdzies w polowie roku, znajomi ze studiow postanowili wrocic do kraju. Byl to poczatek wzmozonych powrotow do Polski. Z kraju
naplywaly pomyslne wiesci, a oni mieli juz dosc zycia na obczyznie. Oboje przebywali w Ameryce troche ponad trzy lata. Ona pracowala
jako opiekunka do dzieci u bogatego malzenstwa na Upper West Side przy Riverside Drive. On zajmowal sie robieniem witrazy.
Oczywiscie kiedy przyjechal do Stanow nie mial zadnego pojecia o tym zawodzie. Jego angielski byl na calkiem dobrym poziomie, ona
zas dopiero w Stanach zaczela sie uczyc tego jezyka. Po dwoch latach byla wstanie czytac ksiazki w jezyku Shakespeare'a.
Nie wszystko ukladalo sie tak jak sobie planowali. Amerykanin u ktorego pracowal zalegal z zaplatami. W pewnym momencie dlug urosl
do kilku tysiecy dolarow. Musial zmienic prace I przez ostatnie kilka miesiecy pracowal na azbestach. Ona miala juz dosc zajmowania
sie cudzymi dziecmi. Oboje planowali poszerzenie rodziny, nie widzieli jednak mozliwosci wychowania dzieci w Stanach. Powrot do kraju
wydawal sie najlepszym rozwiazaniem.
Spedzilismy wspolnie wiele fajnych chwil. Wlasciwie prawie kazda niedziele przebywalem u nich. Kilka razy wybralismy sie na wycieczke
do Bostonu, Newport I Waszyngtonu. Musialem sie przyzwyczaic do braku ich obecnosci.
Zycie plata figle. Kilka lat temu, moj kumpel otrzymal ponownie wize do Stanow. Jakby tego bylo malo wygral takze zielona karte. Na kilka
miesiecy zjawil sie ponownie w Nowym Jorku celem zarobienia pieniedzy. Na Swieta wyjechal do Kanady odwiedzic swoich znajomych.
Nie zostal jednak wpuszczony ponownie do Stanow. Urzednik na granicy po wysluchaniu jego historii z usmiechem stwierdzil
“zapraszamy ponownie, tym razem z zielona karta”
Dwa lata temu, oboje tym razem z dwojka dzieci, osiedlili sie w Nowym Jorku. On ponownie pracuje przy witrazach, ona zajmuje sie
swoimi dziecmi I dorabia w agencji wynajmujacej nieruchomosci.
23.
Rok 1994 to Mistrzostwa Swiata w pilce noznej. Mecze odbywaja sie tuz za miedza, w New Jersey na stadionie Giants. Bylem tak zajety
praca ze obejrzalem w telewizji ze dwa mecze. Pierwszy kiedy USA graly z Brazylia I final pomiedzy Brazylia I Wlochami. Ten pierwszy
mecz pobil rekordy ogladalnosci Pozostalych meczow nie widzialem. Sluchanie relacji w radiu nie mialo sensu, bo transmisje I tak byly
w jezyku hiszpanskim, a kosiarka zagluszy kazdy dzwiek. Nie moge odzalowac ze nie obejrzalem chociaz jednego meczu na zywo. Juz
chyba nigdy nie bede tak blisko takiej imprezy.
Od czasu do czasu kupuje pismo Pilke Nozna. Przypadkowo dowiaduje sie ze nasi zdobyli srebrny medal na igrzyskach w Barcelonie.
Mistrzostwa Swiata 1998. Final Brazylia - Francja ogladam na pikniku w gronie kilkudziesieciu osob. Jestem jedyna osoba ktora kibicuje
Francji. Przez cale mistrzostwa dyskutuje z gosciem ktory pochodzi z Karaibow na temat kto zdobedzie mistrzostwo. Dla niego Brazylia to
ucielesnienie zwyciestwa nad bialym czlowiekim. Mina mu troche rzednie kiedy informuje go ze zespol ktory przegrywa w turnieju chocby
jeden mecz z reguly nie wygrywa zlotej Nike. Brazylia ma juz jedna porazke na koncie.
Bedac na Campie mialem mozliwosc pogrania w pilke. Rozegralismy nawet mecza Anglia – Reszta Swiata. Anglicy przegrali z kretesem.
Troche wiecej spodziewalem sie po ich umiejetnosciach. Tylko jeden z nich mial jako takie pojecie o grze, na codzien trenowal w
juniorach zespolu z Southampton. Udalo mi sie nawet strzelic gola. Zyskalem Ich szacunek, sympatie I przydomek “Fuckin’ Polish”
24.
Formalnosci zwiazane z podjeciem studiow byly w toku. Zlozylem aplikacje I czekalem na jakies rezultaty.
Pamietam ze zadzwonilem do Stowarzyszenia Studentow Polskich w Nowym Jorku. Odebral jakis chlopak. Wysluchal cierpliwie mojej
historii I na koniec westchnal “nie dasz rady”.
Teraz bylem na etapie kompletowania wszystkich dodatkowych dokumentow. Zlozylem tlumacznie matury I indeksu ze studiow.
Musialem udowodnic ze jestem rezydentem stanu Nowy Jork. Do tego wystarczylo przedstawic jakis rachunek z data lub adresem
ewentualnie wykaz z banku. Przyznano mi prawo do placenia czesnego tak jak kazdemu innemu mieszkancowi stanu.
Mialem problem z otrzymaniem zaswiadczenia ze Studium do ktorego uczeszczalem po maturze. Po kilku latach uczelnia ta przestala
istniec I nikt nie mogl zlokalizowac jej archiwum.
W czerwcu dostalem list z gratulacjami ze zostalem przyjety na LaGuardia community college. W dalszym ciagu jednak domagano sie
ode mnie tych brakujacych dokumentow. Probowalem wyjasnic cale zamieszanie w biurze rekrutacji. Moje starania byly bezowocne.
Zadawalem pytania I dostawalem rozne odpowiedzi. Wreszcie zlitowala sie nade mna pewna starsza osoba. Mialem dostarczyc
zaswiadczenie ze wyslalem listem poleconym prosbe o przeslanie dokumentow. Nastepnie wpisala mnie na liste studentow.
Dlugo zastanawialem sie nad kierunkiem studiow. Wybralem biznes I zarzadzanie. W dalszym ciagu myslalem o powrocie do kraju I
posiadanie dyplomu ze Stanow wydawalo mi sie najlepsza inwestycja. W tamtych czasach wszyscy chcieli miec biznes I kazdy chcial
zarzadzac.
25.
Rozpoczalem nauke I juz w pierwszym dniu musialem wysuplac moje oszczednosci. Wedlug stawki przyslugujacej rezydentom mialem
zaplacic okolo 800$ za semestr. Suma niezbyt duza ale uzbieranie takich pieniedzy zajmuje czasami kilka tygodni.
Znalem chlopaka ktory pracowal intensywnie przez dwa lata z zamiarem zaoszczedzenia na czesne. Po uzbieraniu pewnej sumy chcial
tylko I wylacznie poswiecic sie nauce. Dla mnie taka opcja byla nie do zaakceptowania. Po pierwsze ja juz zostalem przyjety na uczelnie,
a po drugie znalezienie pracy ktora zabezpieczylaby mnie finansowo na kilka lat, wydawalo mi sie utopia.
Nie wymagano ode mnie calej sumy. Moglem zaplacic w ratach. Pierwsza wynosila 50%, dwie nastepne w wysokosci 25% rozlozono na
2 miesiace. Cale szczescie ze mialem karte kredytowa. Moglem wybierac pieniadze z konta I splacac kiedy to bylo mozliwe. Pozniej
kilkukrotnie korzystalem z uslug firmy ktora nazywa sie AMS. Gwarantawali moje czesne, a ja splacalem im naleznosc w miesiecznych
ratach.
W ciagu kilku lat nauki na LaGuardii oplaty wzrastaly wielokrotnie, kiedy opuszczalem uczelnie czesne wynosilo ponad 1300$ za semestr.
Potrzebowalem pracy. Musialem sie jakos utrzymac. Nauke rozpoczalem w semestrze jesiennym. Moj szef zgodzil sie abym pracowal w
soboty. Do konca roku nie musialem sie martwic jak zarobic na jedzenie. Sezon sie jednak skonczyl I to byl juz koniec mojej przygody w
ogrodnictwie. Nie odnowiono tez “kontraktow” z pozostalymi Polakami. Mieli juz nas chyba serdecznie dosc, byc moze wyczerpalismy ich
mozliwosci finansowe. Postanowili zatrudnic nowa ekipe I placic im minimalna stawke. Zawsze powtarzalem ze polscy pracownicy to
byla ich najlepsza inwestycja.
Zaczalem pracowac w firmie wytwarzajacej witraze na bardzo odpowiedzialnej pozycji “przynies, podaj pozamiataj”. Praca czasami byla,
a czasami moglem sobie swobodnie podlubac w nosie czekajac na telefon od szefa.
Troche zdesperowany I pelen obaw skierowalem swoje kroki do biura posrednictwa pracy ktore znajdowalo sie na uczelni. Przyjal mnie
sympatyczny mlody czlowiek
- Czy masz jakies doswiadczenie ?
- Mam, pracowalem ostatnio w ogrodnictwie
- Cos jeszcze ?
- Pomagalem kiedys dziadkowi na podworku, w wakacje pracowalem na kurzej fermie w Austrii
Przestal patrzec w swoje notatki, z zainteresowaniem podniosl glowe.
- Kurzej fermie ?
- Tak, macalem kury, ogladalem jajka, tego typu rzeczy
Usmiechnal sie
- Hmm, ciekawe
26.
Wyciagnal dwie oferty. Pierwsza dla firmy przesylkowej UPS, polegala na ladowaniu paczek do truckow. Druga tez miala zwiazek z
przesylkami, tylko nalezalo je roznosic po miescie. W obu przypadkach stawka godzinowa byla taka sama, 7 $ na godzine. Dla mnie
kalkulacja byla prosta. Zarobek ten sam, a w ciagu godziny mozna zaladowac ze dwa wozy dostawcze. Wybralem firme kurierska.
Znajdowala sie w budynku polozonym pomiedzy 6 Avenue I Times Square, tuz obok hotelu Millenium. Niewielki pokoj wypelniony ludzmi
znajdowal sie w garazu I wchodzilo sie do niego prosto z ulicy, czasami trzeba bylo tylko ominac wozy dostawcze.
Z kartka w reku odszukalem osobe z ktora mialem sie skontaktowac. On po krotkiej rozmowie z dyspozytorem powiedzial “chodz, idziemy
cie trenowac”
Pozniej poznalem jego historie. Pochodzil z Wybrzeza Kosci Sloniowej. Wiek dobrze po piecdziesiatce. Ojciec dzieciom, glowa rodziny,
zostawil reszte ciala na Czarnym Ladzie.Mial na utrzymaniu nie tylko swoje dziatki ale doslownie cala wioske. W Stanach ubiegal sie o
legalizacje pobytu poprzez azyl polityczny. Prawdziwy czlowiek-instytuacja w tej firmie. Najstarszy, najszybszy I najwiecej zarabial z nas
wszystkich. Kilka lat temu odszedl z firmy, pracowal dla linii lotniczych dostarczajac ludziom zagubione walizki. Kiedy ostatnio z nim
rozmawialem, mieszkal juz w New Jersey I byl wlascicielem kilku domow.
Trening trwal kilka minut. Wjechalismy do jakiegos budynku przy 7 Avenue, odebralismy przesylke I dostarczyli dwie ulice dalej. “Teraz juz
wiesz co robic, bujaj sie”, aha “I nie zapomnij zadzwonic do dyspozytora”
Podnioslem sluchawke automatu. Balem sie ze moge miec problemy ze zrozumieniem co bedzie do mnie mowic. Wykrecilem numer I
wytezylem wszystkie moce umyslowe. “Padajemy numery totolotka …” Glos po drugiej stronie sluchawki powtorzyl informacje I upewnil
sie “zapisales ?”
Dostalem jedna przesylke I dostarczylem ja pod wskazany adres. Potem dostalem nastepne dwie, z tym ze rozrzut pomiedzy nimi byl
znacznie wiekszy. Przeszedlem na wschodnia czesc miasta. Cos za dlugo to trwalo Minelo ponad pol godziny a ja wciaz mialem jeszcze
jedna koperte. Odleglosci pomiedzy budynkami wydaja sie raptem zbyt duze. Jak tak dalej pojdzie to 7 dolarow na godzine bede znal
tylko z ogloszenia. Trzeba cos zmienic.
Zszedlem do metra, kupilem kilka zetonow na przejazd. W tamtym czasie kosztowaly chyba 1$. W ciagu pieciu minut dotarlem do
budynku I pozbylem sie przesylki. Nastepnego dnia postanowilem korzystac glownie z metra. Pod koniec dnia, kiedy odmeldowywalem
sie z pracy uslyszalem od dyspozytora “dobry jestes, bedziesz dostawal wiecej zlecen”
27.
Za wczesnie sobie pogratulowalem. Los przypomnial mi ze jest cos takiego jak prawo Murphiego.
Dostalem zlecenie odebrania przesylki w okolicach 28 Ulicy I 7 Avenue I dostarczenie jej do naszego biura. Biegiem dotarlem pod
wskazny adres. Odebralem koperte, a poniewaz byla dosyc duza umiescilem ja w plastikowej siatce z napisem GAP.Usiadlem
spokojnie na lawce, w oczekiwaniu na metro wyciagnalem mape miasta I zaczalem studiowac rozklad sieci. Nadjechal pociag I
wsiadlem do wagonu. Usiadlem I w dalszym ciagu przegladalem mape. Wysiadlem na 42 ulicy, schowalem mape, ale gdzie jest ta
cholerna siatka ? Wpadlem w panike. Pewnie zostala w wagonie. Zlapalem najblizszy ekspresowy pociag ktory porusza sie po tej samej
linii, tylko omija kilka stacji. Dopadlem moj pociag na 72 Ulicy. Dalej akcja przebiegala jak w filmie. Wpadlem do pierwszego wagonu I
jak Bruce Willis w Die Hard 3 (Szklana pulapka) przeszukiwalem metodycznie wagon po wagonie. Po siatce ani sladu. Wrocilem
nastepnym pociagiem na 28 ulice ale I tam nie znalazlem mojej zguby. Z bijacym sercem zadzwonilem do dyspozytora. “Skradziono mi
przesylke’. Glos po drugiej stronie spokojnie wysluchal mojej ralacji I powiedzial “ Mozesz isc do domu”
Nie, nie zwolniono mnie. Dano mi szanse I kilka razy odowodnilem ze potrafie bardzo szybko przemieszczac sie po miescie. Dostalem
zlecenie dostarczenia wyplat dla pracownikow budowlanych. Pracowali w jakims budynku na Park Avenue na wysokosci 85 Ulicy.
Przesylke dostalem u nas w biurze ktore znajdowalo sie na 6 Avenue, czterdziesci przecznic nizej. Na dostarczenie przesylki mialem
okolo 10 minut. Normalnie przejscie 10 przecznic zajmuje okolo 10 minut. Ci ktorzy maja wprawe manewrowania w tlumie moga to
zrobic w okolo 7 minut. Musialem podjac szybkie decyzje. Zlapalem ekspresowy pociag z 6 Avenue I dotarlem do 63 Ulicy I Lexington na
Wschodniej stronie. Zostalo 4 minuty I 20 przecznic. Nie dam rady tam dojsc. Pobieglem szybko na Park Avenue I zlapalem taksowke.
“Noga do gazu” lub inaczej “Step on it”. Kilka minut pozniej bylem juz na miejscu. Kiedy zadzwonilem do dyspozytora, nie mogl uwierzyc
ze sie tak szybko uwinalem. Pozniej wielokrotnie sie mnie pytal gdzie “zaparkowalem swoj helikopter”
W firmie kurierskiej spedzilem w sumie szesc lat. Dla mnie praca byla idealna, bo moglem sie uczyc I pracowac kiedy mialem na to
ochote. Na zajecia uczeszczalem od osmej rano do trzynastej. Potem biegiem na Manhattan I roznoszenie przesylek. Prace konczylem o
19tej. Do domu wracalem po 20tej a czasami nawet pozniej. Potem kolacja I do nauki. Pracowalem tez w soboty u Amerykanina od
witrazy. W Niedziele
nadrabialem zaleglosci z nauki. Gdybym mial dzisiaj przerobic ten sam scenariusz to nie wiem czy dalbym rade. W pracy bywalo roznie.
Byly okresy kiedy wyrabialem 10–15 przesylek w kilka godzin I wtedy zarabialem ponad 200$ na tydzien, ale byly I tez takie dni kiedy
robilem 4 prace w ciagu calego dnia I po tygodniu latania mialem mniej niz 90$ na reke. Tyle aby wystarczylo na jedzenie.
28.
Na samym poczatku pobytu w Stanach zaskoczylo mnie jak odmienny jest ten kraj od tego co znalem w Europie. Mialem to szczescie ze
zwiedzilem kawalek swiata. Przez kilka dni spalem pod dachami Paryza w malym pokoiku z niewielkim oknem w suficie. Madryt I
kemping pod Barcelona. Noc w krzakach na malym dworcu tuz przed Cannes. Wloskie wesele pod Werona na ktorym nikogo nie
znalem. Stany nie przypominaly w niczym tamtych miejsc.
Kiedy powiedzialem moim znajomym wyksztalconym Amerykanom ze po drodze do Ameryki zatrzymalem sie w Dortmundzie, z pewnym
zazenowaniem stwierdzili ze nie wiedza gdzie to jest. Pochwalili sie ze spedzili wakacje na Key West. “Znam, slyszalem” powiedzialem.
Otworzyli szeroko oczy “on wie gdzie to jest”
Co dzieje sie na Starym Kontynencie ? Nie wiem. Telewizja jest inna, wszystko jest inne. Nie ma informacji co slychac w Europie, ba nie
ma informacji co dzieje sie w innych stanach. Kogos zabili, kogos postrzelili, a ktos inny zrzucil policjantowi wiadro na glowe z ktoregos
pietra. Czy to jest normalne ?
Filmy ktore ogladalo sie w Polsce na video kroluja tutaj na kazdym kanale. Tam byla to rozrywka, tutaj jest to codziennosc. Film za
filmem, kazdy podobny do siebie, ten sam styl i podobna tematyka.
Organizm buntuje sie przeciw takiej rzeczywistosci. Zaczyna porownywac z tym co zostawil w dawnym kraju. Raptem Polska wydaje sie
oaza madrosci I wszelkich cnot. Jestem swiadkiem nastepujacej rozmowy na przystanku autobusowym. Ojciec Polak klnie na widok
nastolatka ktory stoi tuz obok “co za balwan, co za duren”, nastoletnia corka prosi “tato przestan”, a mlody chlopak usmiecha sie w
najlepsze nic nie rozumiejac. Wole sie nie ujawniac.
Od czasu do czasu sni mi sie ze jestem w Polsce. Znowu wrocilem. Sen jest sugestywny tak bardzo ze trudno stwierdzic czy to
rzeczywistosc czy tylko marzenie. Uswiadamiam sobie ze powinienem byc Stanach. Co ja tutaj robie ? Budze sie zlany potem I z ulga
stwierdzam ze spie w swoim lozku na Ridgewood. Wroce, tylko jeszcze nie teraz.
Nasuwaja sie watpliwosci. Nawet jezeli wroce, to jak opowiedziec to co przezylem. Czy ktos to w ogole zrozumie. Pokiwaja glowami “tak,
tak chlopie, trzeba sie bylo tak meczyc ?”
29.
Od kiedy pamietam zawsze istnial pewien podzial na my imigranci , I oni Amerykanie. Mialem juz okazje poznac dosyc reprezentatywna
grupe.
W poczatkowym okresie spedzilem troche czasu z rodzina Meksykanow w Huston. Wprawdzie rodzice mowili glownie po hiszpansku,
dzieci jednak urodzily I wychowaly sie sie juz tutaj.
Moj szef od zieleni byl pelna geba Amerykaninem wloskiego pochodzenia. Sam uwazal siebie za stworzonego do wiekszych I lepszych
celow. Kiedys podobno wykladal na jakims Collegu. Wsciekal sie na matke ze chce glosowac na Clintona. W ogole kiedy schodzilo na
tematy polityczne, to niesamowicie sie podniecal I w czasie jazdy robilo sie niebezpiecznie. Na widok policji wyciagal dlon z dwoma
wyprostowanymi palcami wskazujacym oraz najmniejszym i klal na cale gardlo po wlosku
Wlasciciel domu w ktorym obecnie mieszkalem byl tez Amerykaninem tylko ze Chorwackiego pochodzenia. Sympatyczny, mlody czlowiek
ktory wszelkie prace remontowe w naszym domu wykonywal samodzielnie. Rozmontowal nam lazienke na miesiac. W polowie lat 90tych
pojechal jako wolontariusz do kraju swoich rodzicow wspierac mloda demokracje.
Fryzjer do ktorego uczeszczalem byl tez Amerykaninem. Wloch z pochodzenia, milosnik futbolu mial w swoim zakladziku podlaczona
satelite. Zapatrzylem sie pewnego razu w ekran I ten mistrz grzebienia nie tylko mnie ostrzygl ale takze z nienacka wsadzil nozyczki do
nosa. Co jest ?
Cukiernia za rogiem byla prowadzona przez grupe starszych Niemek. Zawsze kiedy tam wchodzilem witalem sie jak nalezy “Guten
Morgen” Robily pyszne ciasta. Niemka byla tez sekretarka w agencji gdzie rozliczalem sie z podatkow. Miala fenomenalna pamiec, po
kilku latach byla wstanie powiedziec kim jestem I jak sie nazywam. Jej szef Wloch, jednym palcem, powoli wpisywal moje dane do przed-
potopowego komputera.
Straznik w budynku w ktorym pracowalem mial polskie korzenie. Przyznawal sie do swego pochodzenia. Nie potrafil juz mowic po
polsku, znal tylko kilka slow ktore nauczyla go babcia. Upodobal sobie sczegolnie jedno z nich “piniendze”
Wreszcie moj bardzo dobry kumpel. Urodzil sie w Stanach, jego ojciec pochodzil z dawnej Jugoslawii a mama z Grecji. Z duma mowil
“my Europejczycy” Zawsze mial slabosc do Polek. Oszukany przez jedna, poznal wreszcie milosc swego zycia. Od kilku lat juz zonaty I
dzieciaty, dosyc dobrze posluguje sie naszym jezykiem.
30.
Przez kilka lat pracy jako kurier, nauczylem sie dwoch rzeczy. W porze szczytu, nigdy nie nalezy wsiadac do prawie pustego wagonu
metra, oraz ze nie mam szans na wygranie wyscigu o siedzace miejsce w starciu ze starsza Chinka. Nie wiem jak one robia, ale zawsze
dostaja takiego przyspieszenia ze kiedy stawiam pierwszy krok, one juz okupuja miejsce. Pusty wagon to sygnal ze w srodku siedzi ktos
kto nie widzial mydla od kilku miesiecy. Smrod jest porownywalny do odoru ktory wydobywa sie z klatki ze lwami w lokalnym zoo. O dziwo
znajda sie tez tacy kamikadze ktorym ten zapach nie przeszkadza.
Kiedy bylem kilka lat temu w Amsterdamie, mialem mozliwosc skorzystania z publicznej toalety. Spodobala mi sie pewna intymnosc
tego miejsca, z drugiej strony zamkniecie w niewielkiej przestrzeni wywolywalo pewna klaustrofobie. Toalety publiczne w Stanach sa
naprawde publiczne. Nastepuje swobodna wymiana dzwiekow I spostrzezen. Od czasu do czasu mozna uslyszec glos po drugiej stronie
“kurde czlowieku, cos ty zjadl ?”
Kiedy juz sie zejdzie z tronu, nalezy byc przygotowanym na usmieszki, wyciagniete szyje I wodzenie wzrokiem z pewnym
zainteresowaniem. “ A to ty, wydajesz takie dzwieki z siebie”
Na piec osob ktora korzysta z toalety, co najmniej dwie z nich nie myja rak. Nie ma znaczenia jak sa ubrani I czym sie zajmuja. W hotelu
Millenium, czlowiek w garniturze wypada do hallu. Dalej widze go z wyciagnietym ramieniem w strone znajomego. Mam zamiar krzyknac
“ostroznie z ta reka ! “ Za, pozno.
W ciagu kilku lat pracy stworzylem wlasna mape toalet publicznych. Zadanie o tyle trudne, ze cos takiego z niewielkimi wyjatkami,
wlasciwie nie istnieje. Zawsze mozna skorzystac z McDonaldsa, ale co zrobic kiedy rozwolnienie zlapie nas nagle na srodku Park
Avenue. W moim ulubionym serialu “Seinfeld”, jeden z bohaterow mowi “podaj mi adres, a powiem ci gdzie jest toaleta” potem dodaje
“udasz sie pod wskazany adres, wjedziesz na ktores pietro, pojdziesz do takiego biura, powolasz sie na mnie I Pani Basia da ci klucze
od toalety”
W momentach desperacji mozna sie zawsze udac do hotelu. Waldorf Astoria, Plaza Hotel, nie ma znaczenia. W tym ostatnim, jak I w
restuaracji Tavern On the Green, pracuja specyficzni “dziadkowie” klozetowi. Ubrani w garnitur, pod krawatem lub mucha. Obserwuja
swego klienta. W chwilach zwatpienia zluza rada, “moze pomoc ?”
Jestem na Forest Hills, Queens. Udaje sie do Wendy’s. Jest tam niewielka toaleta z jednym stanowiskiem pracy. Wchodze do srodka. W
tym samym czasie widze ze spod pol-drzwi wylatuje I rozwija sie rolka papieru toaletowego. Toczy sie powoli po podlodze. Nagle,
otwieraja sie z hukiem niewielkie drzwi I jakas osoba z golym tylkiem I spodniami na wysokosci kostek, kicajac probuje zlapac
oddalajaca sie zgube. Przestal sie poruszac, spojrzal na mnie I na krotka chwile nasz wzrok sie skrzyzowal. “Jak leci ?”