:: Kilka pierwszych lat...Nowy Jork ::
|
Archiwum
Wszelkie prawa zastrzezone. Publikowanie bez wiedzy i zgody autora zabronie.
Relacja z Vegas
Kilka dni z twarza przy “zelazku”, tak moglbym zatytulowac moja relacje z kilku dni spedzonych w Las Vegas. Wiekszosc osob ktora
odwiedza to miasto, twierdzi ze I tak nie jest zle bo wilgotnosc powietrza jest bardzo niska. Ale, jak powiedzial kierowca busa ktory nas
wiozl z lotniska do hotelu ”to nie jest zadne pocieszenie, bo pochodnia tez jest sucha I goraca”.
Kilkanascie minut jazdy przypominalo grupowa terapie. Zaraz po zajecia miejsca, kierowca wzial sprawy w swoje rece. “Skad jestes?”
Nowy Jork, Luizjana, Atlanta. Po uslyszeniu odpowiedzi, rzucal stosowny dowcip. “Gdzie sie zatrzymujecie?” Ten sam rytual powtorzyl
sie dwa dni pozniej w czasie wycieczki innym busem. “To jest Bob. Bob, poznaj reszte grupy”, Kilka glosow zgodnie wykrzyknelo “Czesc
Bob”. Witamy na spotkaniu “anonimowych turystow”
Fajnie by bylo gbyby w Polsce przyjal sie ten zwyczaj. Wyobrazmy sobie busik jakich wiele jezdzi teraz po naszych drogach. Po wejsciu
do pojazdu, pasazerowie zapewne uslyszeliby “To jest Jazdzka I Rysiek., poznajcie reszte grupy”. W jakim hotelu? “Pod duzym
Drzewem”, Janek, przestan sie wyglupiac, wracaj na swoje miejsce.
Glowna atrakcja miasta sa hotele. Okupuja glowna arterie potocznie zwana “Strip”. Centrum stanowi kilka hoteli skupionych kolo
siebie po przeciwnych stronach bulwaru. Znany z filmu “Oceans Eleven” hotel Bellagio, tuz obok Ceasar’s Palace, a po drugiej stronie
Flamingo zalozony przez gangstera “Bugsy’ego” oraz Ballys ktory zostal polaczony z hotelem Paris. Pierwszy hotel ktory otrzymal
licencje na hazard znajduje sie jednak poza miastem po drodze do tamy Hoover (Hover Dam). Calkiem niepozorna kontrukcja stoi
samotnie w pustynnym otoczeniu. Jego wlascicielem byla kobieta.
Zapasy z “jednorekim bandyta” nie za bardzo mnie interesuja, zreszta I tak nie mam szczescia. Kiedy wreszcie wygra sie kilka dolarow,
to czlowieka ogarnia jakies glupie przekonanie ze za chwile zdobedzie sie jeszcze wiecej. Z reguly konczy sie to na utracie wszystkiego
co sie wygralo. Niektore osoby potrafia przesiedziec kilkanascie godzin. A jest w czym wybierac, maszyny duze I male, karty, kosci .
Osobne pomieszczenia dla tych co lubia sporty. Jest taki film z Chevy Chasem “Wakacje w Vegas”, duza pusta sala, jedna lub dwie
osoby wpatruja sie w ekran, czekaja na wiadomosc o wygranej. Cisi bohaterowie hazardu.
Byl tez Elvis w bialym stroju, namawial przechodniow do wspolnego zdjecia. Wcisniety w jakas luke kolo garazu. Dwa dni pozniej
spotkalem kolejnego Elvisa, tym razem robil zdjecie na parkingu. Nie bylem wstanie stwierdzic czy to ten sam.
Kazdy hotel stara sie odroznic od reszty konkurencji. Darmowe atrakcje mozna ogladac wprost z ulicy. Bellagio oferuje wodne show.
Wulkan wybucha przed hotelem Mirage a piraci odbywaja walke przed Treasure Island. Tlumy ludzi chca zobaczyc ten ostatni show,
najlepsze miejsca sa zarezerwowane dla hotelowych gosci. Reszta musi sie zadowolic niewielka podniesiona gallria od strony ulicy.
Ogrodzenie stanowia liny I niewielka siatka. Po kilku minutach szukania wolnego miejsca wspielismy sie do gory. Nie bylismy
jedynymi ktorzy chcieli zobaczyc widowisko “na gape”. Podobnie uczynily inne osoby w tym para starszych Francuzow, ktorym inne
osoby pomagaly w przedostaniu sie na druga strone.
Osobna kategorie stanowia dwa hotele Paris oraz hotel Wenecki. Pod dechem znajduja rekonstrukcje francuskiej uliczki z cala masa
restauracyjek oraz atrapa placu Sw Marka. Po niewielkim kanale plyna autentyczne gondole. Nasz wioslarz “Andrea” odznaczal sie
duzym poczuciem humoru oraz niezlym glosem. Moglbym powiedziec ze byl nawet bardziej “wloski” niz jego koledzy ktorzy plywaja w
Wenecji. Typowy stroj gondoliera, udawany wloski akcent oraz repertuar zelaznych przebojow typu “Volare” Od czasu do czasu
“szturchal” nas niewidzialnym wioslem I przypominal ze pod mostami nalezy sie calowac.
W poblizu Las Vegas znajduja sie dwie atrakcje, Wielki Kanion oraz tama Hoovera (Hover Dam). Postanowilismy zobaczyc to cudo
inzynierii na wlasne oczy Dojazd przez pustynie byl dosyc atrakcyjny. W samej dolinie Las Vegas znajduja sie trzy wieksze miasta.
Jedno z nich to dawna osada budowniczych. W czasach depresji, zjezdzali sie ludzie z roznych stanow. Wszystkim chetnym oferowano
najlepsze zarobki w kraju. Wyzywienie oraz napoje byly darmowe, ale robotnicy sami musieli oplacic zakwaterowanie. Przy upalach
ktore tam panuja, czesc z nich spala w sali kinowej. Bylo to jedyne miejsce w ktorym dzialal klimatyzator.
Ich zarobki byly wolne od podatku. Do tej pory Nevada szczyci sie tym ze zarobki nie sa opodatkowane, z reguly sa one jednak nizsze
niz w innych czesciach kraju. Nasz przewodnik twierdzil jednak ze osoby ktore pracuja w duzych prestizowych kasynach zarabiaja
powyzej 50 tysiecy dolarow na rok.
Po zobaczeniu samej tamy, moge tylko powiedziec “Hoover, damn!” Laczy ona dwa stany, Nevade oraz Arizone I jest takze “mostem” po
ktorym przemieszczaja sie pojazdy. Sa one dokladnie sprawdzane przez lokalna policje.
Ciakawostka jest ze tama zostala zbudowana celem uregulowania rzeki Colorado, ale kiedy powstawal projekt, Kongres wymusil na
budowniczych dodanie mozliwosci wytwarzania energii. Byla osada budowniczych, jest jedynym miastem w okolicy ktore korzysta z
tego dobrodziejstwa, ma to ogromny wplyw na mniejsze podatki. Las Vegas, jednak, sprowadza swoja energie z Kalifornii.
Inna atrakcje, zobaczylismy dopiero w drodze powrotnej do Nowego Jorku. Kiedy wysuwalismy jezyki probujac zrownowazyc cisnienie
w uszach, kapitan podal informacje ze za oknem mozna zobaczyc Wielki Kanion. Z tak duzej wysokosci, widok byl niezwykly. Konca
kanionu raczej nie widac. Nie jest on tez jedna ciagla linia, a posiada setki niewielkich odgalezien. Tuz obok widac tez rzeke Colorado,
fakt ze przeplywa ona przez pustynne tereny, jest juz cudem natury. Szara, czerwona pospekana ziemia oraz niebieska nitka wody
wijaca sie gdzies po horyzont.
Na koniec jeszcze kolejna “terapia” w taksowce w drodze z lotniska. Po kilku sekundach jazdy zorientowalem sie nasz kierowca ma
bardzo swojska wymowe. Krotkie pytanie “skad jestes?” Dluzsza cisza, troche ociagania
- Z Polski
- Z jakiego miasta?
Znowu slysze ociaganie w glosie
- Juz ponad 20 lat jestes w Stanach, nienawidze tego kraju. Nigdy nie moglem sie tutaj przystosowac. Jedna corka juz wrocila,
druga glupia chce zostac.Moj brat z Kanady, milioner tez chce wracac.
Potem nastapil wyklad o zadluzeniu poparty danymi rocznika statystycznego oraz uwaga o kilku szubienicach dla rzadzacych w kraju.
- Po co chcesz wiec wracac?
- Umierac
Niech odpoczywa w pokoju
71
W serialu Seinfeld jest taka scena. Jerry I George odwiedzaja producenta telewizyjnego w jego mieszkaniu. Chca sie dowiedziec czy
telewizja podpisze z nimi kontrakt na wyprodukowanie ich serialu “o niczym”. W trakcie rozmowy, producent musi wyjsc do lazienki. Za
kazdym razem kiedy Jerry zadaje pytanie, z za drzwi dobiegaja odglosy wymiotne.
- Jak scenariusz?
- (buueeeeeee)
- Bedziecie produkowac?
- (buueeeeeee)
W koncu obaj wychodza. Probuja podnosic siebie na duchu, “chyba mu sie podobalo?”
Moj kontakt z krajem byl dosyc zywy przez kilka pierwszych lat. Telefony do brata, kiedy wyrwany ze snu, musial opowiadac jak mu “sie
zyje”. Listy, dlugie I krotsze od blizszych I dalszych znajomych. Do tej pory trzymam je wszystkie w jednym pudelku. Chyba nigdy nie
bede wstanie sie z nimi rozstac. Jest cos szczegolnego, kiedy otrzymuje sie dluuugi list. Obraca sie go w palcach, czyta kilka razy.
Analizuje, wyciaga wnioski, a potem pisze wypracowanie.
O odwiedzinach bliskich osob, z wiadomych wzgledow, nie moglo byc mowy. W mieszkaniu w ktorym mieszkalem pojawialy sie jednak
osoby z kraju. Blizsza I dalsza rodzina dziewczyny u ktorej mieszkalem, wpadala na kilka dni w niewiadomych do konca celach.
Do uzytku dostawali kanape w pokoju goscinnym, kawalek stolu, dojscie do kuchni, wspolny talerz I sztucce. Dziewczyna zas dzielila
swoj niewielki pokoik z chlopakiem. Wiekszosc przestrzeni zajmowala sporej wielkosci kanapa. Inne przedmioty staly jeden na drugim.
Niewielkie okno wychodzilo na tak zwana studnie.
Warunki w ktorych mieszkala chyba jej nie przeszkadzaly. Po pewnym czasie mozna sie przeciez przyzwyczaic.
Nie miala tez specjalnych wymagan od zycia. Troche nowych ciuchow, odkupiony od znajomych samochod. Dlugi na karcie kredytowej.
Rozpoczeta szkola, z ktorej po jakims czasie zrezygnowala. Regularnie jednak wysylala paczki do rodziny w kraju. To byly wlasciwie
duzej wielkosci pudla wypelnione wszystkim co wpadlo pod reke.
Pokazala mi kiedys zdjecia swoje rodziny w Polsce. Piekny dom, samochod, usmiechniete, dzieci. Ludzie na stanowiskach, ptasie
mleko na stole. Nikt nie powiedzial “dziewczyno daj sobie spokoj. Zadbaj o siebie”
Oprocz listow dostawalem takze przesylki specjalne czyli nagrane kasety magnetofonowe.
Z napieciem otworzylem koperte I szybko pakuje do magnetofonu. Rozpoznaje glos, powoli wpadam w nastroj. Dzwiek jest super,
jakosc nagrania bardzo dobra. Wydaje mi sie ze nawet zbyt dobra. W pewnym momencie slysze zawachanie w glosie, stekniecie I
chlupniecie. Tak, wydalo sie to byl pierdzacy “list z toalety”
Gdyby kartka papieru mogla wydawac z siebie dzwieki to tresc wygladalaby nastepujaco
- W pierwszych slowach mego listu
- (brrrrrruuuuuuu)
- Zasylam serdeczne pozdrowienia
- (brrrrrrruuuuuu)
Chyba mu sie podobalo?+
72.
We dwoje razniej. Znajomy Amerykanin mowil trzeba “przylozyc jedna glowe do drugiej”, inny twierdzil ze wspolnie z zona “sa na tej
samej stronie tej samej ksiazki”. W jezyku polskim funkcjonuje podobny idiom, “co dwie glowy to...” Tak czy inaczej w nowe zycie
wkraczalismy wspolnie, razem z jej bratem. Rodzice zostawili nam mieszkanie w dzielnicy Woodside, a sami postanowili szukac
swojego szczescia w Polnocnej Karolinie.
Nasz slub zbiegl sie z zakonczeniem nauki na LaGuardia Community College. Oboje rozpoczelismy kolejny etap studiow. Ona na
Hunter College, ja na Baruch College. Glowny budynek miescil sie przy 23 ulicy I Lexington Avenue. Dwie ulice dalej rozpoczeto
budowe nowego budynku uczelni. Kiedy zaczynalem nauke, byla tam jedna wielka dziura. Dwa lata pozniej stal juz wysoki pietrowiec w
ksztalcie barylki piwa.
Rzeczywistosc byla dosyc brutalna. Przez kilka lat nauki na LaGuardii musialem sie posilkowac karta kredytowa. W rezultacie dlug
narosl do rozmiarow ktore grozil utrata kontroli. Z moich wyliczen wynikalo ze pracujac jako kurier bylem wstanie pokryc 1/3 calych
kosztow nauki. Musialem zmienic priorytety, studia staly sie dodatkiem do pracy Na zajecia uczeszczalem wieczorowa pora. Musialem
tez ograniczyc ilosc przedmiotow.
Ona pracowala za kontuarem w drogerii zarabiajac troche wiecej ponad minimalna stawke. Po pewnym czasie zrezygnowala. Ktos
dosiadl sie do jej kasy I co kilka tygodni zaczely znikac pieniadze. Poczatkowo kilka dolarow, potem kilkanascie, az bezczelnosc
zlodzieja siegnela $100. Dla swietego spokoju, wolala znalesc inne zajecie.
Ja w dalszym ciagu roznosilem przesylki. Kilka lat ciaglego chodzenia, najpierw z kosiarka o potem po miescie zrobilo swoje. Moje
nogi zaczely wysiadac. Przez pierwsze 3 dni tygodnia, bylo jeszcze w porzadku, koncowka byla juz jednak meczarnia.
Przez firme przewinelo sie tyle osob, ze wiekszosci mlodych zupelnie nie znalem. Zeby nie marnowac czasu ciaglym wracaniem do
naszego biura, wolalem oczekiwac na informacje od dyspozytora przebywajac glownie na wschodniej stronie Manhatannu w okolicach
53 Ulicy. Dzieki temu moj beeper odzywal sie dosyc czesto.
Mialem propozycje zmiany pracy. Chciano mnie zatrudnic do roznoszenia przesylek w jednym z budynkow. Czlowiek ktory tym zarzadzal
narzekal ze jego ludzie gubia listy noszac je z jednego pietra na drugie. Sprawa rozbila sie jednak o brak papierow. Przeszedlem
rozmowe kwalifikacyjna, wszyscy byli zadowoleni. Wlasciciel budynku odmowil jednak zatrudnienia. Nie chcial zadzierac z urzedem
imigracyjnym. Proponowalem nawet “zalatwienie” odpowiedniego dokumentu. Kategorycznie jednak odmowili.
Innym razem, w budynku Citicorp, jadlem lunch I czytalem gazete. Przysiadl sie czlowiek w srednim wieku. Od slowa do slowa, zadal
kilka pytan, pokiwal glowa ze zrozumieniem I zaproponowal mozliwosc pracy w firmie ktora miala do czynienia z gielda Nasdaq.
Nalezalo tylko zglosic sie do jego biura przy Park Avenue.
Do calej sprawy podszedlem troche sceptycznie. Po wczesniejszych doswiadczeniach I rozczarowaniu zwiazanym z odmowa
zatrudnienia, wolalem oszczedzic sobie kolejnych przykrych wrazen. Moje sprawy byly w toku, ale do otrzymania jakiegokolwiek
dokumentu droga byla jeszcze daleka. Osoby ktore sa sponsorowane przez posiadaczy zielonej karty, musza wykazac sie spora
cierpliwoscia.
Taki stan trwal ponad rok. Moja zona, poprzez uczelnie znalazla sie na praktyce w jednym z urzedow miejskich. Po jej zakonczeniu
zostala zatrudniona na pelny etat za minimalna stawke. Jedynym pozytywem tej pracy bylo ubezpieczenie zdrowotne dla nas dwojga.
Ktoregos dnia, calkiem niespodziewanie dostalem telefon od znajomego Hindusa. Firma w ktorej pracuje poszukuje pracownika, moj
status imigracyjny byl kwestia drugorzedna. Przeslalem swoj zyciorys I kilka dni pozniej zostalem wezwany na rozmowe.
73.
Nie bez pewnych trudnosci odnalazlem budynek w ktorem miescila sie organizacja dla ktorej pracowal moj znajomy. Po kilku minutach
krazenia wokol budynku, znalazlem wreszcie jedno z wejsc.
Swoje kroki skierowalem do dzialu kadr. Starsza kobieta przyjela mnie niezwykle entuzjastycznie. Posadzila w fotelu I zawolala osobe
ktora miala mnie przypytywac.
Pytania byly proste, a odpowiedzi jeszcze latwiejsze. Po kilku minutach luznej konwersacji, moj rozmowca usmiechal sie juz od ucha
do ucha. Chyba idealnie pasawalem im do pozycji ktora mi proponowali. Moj brak doswiadczenia zupelnie go nie zrazal.
Mialem zajmowac sie placeniem rachunkow oraz wyplatami pracownikow. Przed samym spotkaniem, skonsultowalem sie z kumplem
w kwestii zarobkow, I kiedy padlo sakramentalne pytanie “ile”, bez zmrugniecie oka krzyknalem odpowiednia sume.
Firma jakich wiele. Niewielka organizacja zalozona prze grupe osob ktore chcialy zapewnic opieke swoim dzieciom. Nie byly one
wstanie funkcjonowac samodzielnie, wymagaly stalej opieki osoby towarzyszacej oraz medycznej. Organizacja zapewniala wszystko,
wlacznie z mieszkaniem. Srodki na utrzymanie uzyskiwano od rzadu. Po kilkunastu latach funkcjonowania, na utrzymaniu bylo 10
domow, kilkudziesieciu klientow oraz grupa ponad 170 pracownikow.
Glowna siedziba firmy znajdowala sie w jednym z budynkow. Klienci zajmowali pierwsze I drugie pietro, a pomieszczenia biurowe
okupowaly piwnice. Glowne wejscie znajdowalo sie w dosc obszernym garazu. “Chyba nigdy nie uwolnie sie od tych amerykanskich
piwnic.”
Mniej wiecej godzine po spotkaniu, dostalem telefon. Proponowali mi oficjalnie posade. Moja pierwsza “biurowa praca” w Stanach.
Czulem sie jak Dyzma ktory trafil na posade do Kunika. “Miesiac, dwa, utrzymac sie moze z pol roku, a potem…”
74.
Jedna rzecz zadziwia mnie w Stanach,. Jak wiele jest firm, ktore dzialaja na “slowo honoru” Niby sa, itnieja, dzialaja wedlug pewnych
formul biznesowych, w rzeczywistosci traktuja je dosyc wybiorczo.
Firma ogrodnicza z trzema kosiarkami I brakiem inwestycji, pozwolila jednemu z szefow na kupienie domu na Long Island. Firma
kurierska, w ktorej co tydzien pojawialy sie nowe twarze, otworzyla drugie biuro na dolnym Manhattanie dopiero w momencie kiedy
zamowienia zlecialy na leb na szyje. W ostatecznym rozrachunku I tak sukces firmy zalezy od ludzi ktorzy w niej pracuja.
Nie inaczej bylo w mojej nowej firmie. Szefem I zastepca byly dwie kobiety. Jedna z nich wzbudzala respekt, druga holdowala kulturze
podan, notatek, memorandow. Byl to jej mechanizm obronny przed koniecznoscia podjecia szybkiej decyzji.
Dzialem ksiegowym zarzadzal czlowiek ktory zaliczyl kiedys Wietnam. On znowu holdowal co tygodniowym spotkaniom na ktorych
dochodzilo do sprzeczek na temat “jak prawidlowo rozliczyc rachunek bankowy”. Holdowal tez innej swojej slabosci. Po lunchu zamykal
sie w swoim pokoju I oddawal drzemce. Zostal zwolniony, nie ze wzgledu na brak kompetecji, ale z powodu napastowania
seksualnego. Caly incydent, sprowadzal sie do przestawienia kierowniczki dzialu kadr z jednego miejsca na drugie.
Reakcja szefow byla natychmiastowa. W ruch poszly kartki papieru I opisy zdarzen. Nastepnego dnia, weteran wojny, musial pozegnac
sie z posada.
Dzialalnosc fimy byla pod stala kontrola rady dyrektorow. Co tydzien jeden z nich przegladal rachunki. Jego uwage zwrocil niezwykle
wysoki koszt pobytu szefowej na Florydzie. Kilka dni spedzonych wraz z grupa przyjaciol oraz rachunek na kilka tysiecy dolarow, przelal
czare goryczy. W trybie natychmiastwoym rozstano sie z szefowa, do budynku wkroczyla policja, a sama zainteresowana pozegnala sie
ze swoim biurem z kajdankami na rekach.
75.
Od wiekow meczy ludzkosc pytanie “czy jestesmy sami w kosmosie”, a w sensie egzystencjalnym czy jest ktos kto “nadaje na tych
samych falach”. Zaloga statku kosmicznego USS Enterprise co tydzien zmagala sie przedstawicielami innych cywilizacji. A ja, tutaj na
ziemi, poznawalem, swiat ktorego nie znalem.
Przedstawiam zaloge, mojego “statku”. Druzyne prowadzi, zaprzeczenie ojcowskiej milosci, w niczym nie przypominajacy
dobrodusznego Jean Luc Picard. Brodaty facet , ktorego imienia juz nie pamietam. Wyniesiony z nizin spolecznych, dostapil zaszczytu
kierowania wiekszym zespolem ludzkim. Jego zastepca, dostal przydomek “Creep”. Juz na sam jego widok, ludzie dostawali mdlosci,
pozostalym zalogantom trzesly sie rece kiedy stali przed nim na bacznosc.
Wiekszosc ludzi chcialo sie uwolnic od ich towarzystwa. Niektorym sie to udalo, wprawdzie dyscyplinarnie, ale jednak.
Obowiazki osobistej skretarki, sprawowala osoba ktora juz dawno powinna byc zasluzonej emeryturze.Wiekszosc jej zarobkow szlo na
utrzymanie wnuka na studiach. Drugi sekretarz “kochajacy inaczej”, sfrustrowany swoja pozycja, wyladowywal energie na klawiaturze
komputera. Monitorem tez nie gardzil.
W moim dziale, zatrudnionio na miejsce weterana z Wietnamu, silnie przestraszona mloda osobe. Dosyc dobre ralacje nawiazalem z
kobieta ktora pochodzila z Ekwadoru oraz Amerykaninem z krwi I kosci, Jednym z tych, ktorzy zeszli kiedys ze statku Mayflower.
Swoja erudycja wybijal sie ponad przecietnosc. Mozna by rzec, byl z innej planety. Fenomenalna wiedza na kazdy temat.
Kim jestes? Czy jest was wiecej? “Take me to your leader.”
Toczylismy semantyczne dysputy o wyzszosci itp itd. Mial niezachwiana wiare ze wycofanie z Wietnamu, bylo wylacznie dzielem oporu
spoleczenstwa Amerykanskiego. Argument ze bylo to miejsce konfrontacji z systemem komunistycznym nie za bardzo trafial mu do
przekonania. Mial tez kiepskie zdanie o zwiazkach zawodowych, sam zreszta nalezal do grupy kierowniczej w firmie. Jak twierdzil
“zwiazki zawodowe promuja przecietnosc”.
Przykladny ojciec rodziny. To juz byla jego druga gromadka. Z pierwsza sie rozstal. Z druga tez chyba wiazal jakies inne plany. W
wolnych chwilach studiowal teologie, z potrzeby serca planowal wstapienie w stan kaplanski. Praktykujacy katolik, o nieskazitelnym
poczuciu obowiazku, zawsze stawiajacy dobro firmy, ponad wlasne potrzeby.
Pomiedzy nim, a nowa osoba ktora przejala kierownictwo naszego departamentu. Doszlo do scysji. Obie strony wyglaszaly ten sam
argument, “ja wiem co mowie”, “nie, to ja wiem co mowie”. Alez skad”, “ alez tak”. “Nie bedziesz mnie uczyl…”. Final sprawy, kilka dni
pozniej zostal zwolniony. Nie bylo nikogo, kto by sie za nim ujal.
Oficjalny powod, podanie falszywych informacji odnosnie wyksztalcenia na podaniu o prace.
76.
W czasie luznej rozmowy z czlowiekiem z ktorym pracuje, probuje w maksymalnie prosty sposob wytlumaczyc o co mi chodzi. Bez
skutku, niby rozumie ale widze za ma jakies obiekcje. W pewnym momencie koncze swoja wypowiedz charakterystycznym
stwierdzeniem “you know what I’m sayyyyyyying”, przedluzajac ostatni wyraz w nieskonczonosc. Popatrzyl sie na mnie z niesmakiem.
Kilka lat pracy w firmie kurierskiej zrobilo swoje, brakowalo tylko abym zaczal machac rekami, mowiac jednoczescnie “yo, yo”, I
zachowywal sie jak “Slim Shady”.
To wszystko przez te nowe komorki. Co sie rodzi, cos umiera. W biologii jest znane takie zjawisko. Starsze komorki gina, a w ich
miejsce powstaja nowe. Przejmuja one role tych starszych. Powstaja mowe polaczenia w mozgu, synapsy przekazuja informacje jedna
drugiej. A poniewaz, te komorki ktore powstaly juz na amerykanskiej ziemi, sa jak wieksoszc rzeczy tutaj bardziej praktyczne, wiec ida
na latwizne. Czlowiek mysli samochod, a wychodzi “kar no kornerze”. Cos takiego jak z okresu polskiego PRL-u, “myslimy partia, a
mowimy narod”, czy cos w tym, stylu.
Jak wiele osob mysli jedno, a mowi drugie. Jak latwo jest zastapic jedno slowko drugim. Ludzie ktorych znalem mieli kontakt z
jezykiem angielskim tylko w pracy. Ale w domu tworzyli jakas wlasna wersje “ponglish”. Moze to miec jednak I pozytywne strony, gdyz
inne grupy etniczne maja ten sam problem. Kiedy przebywam z rodzina mojej zony, jestem w stanie zrozumiec to co mowia dzieki tym
kilku wtraconym angielskim slowkom. Stanowia pomoc w zrozumieniu kontekstu, reszte mozna sobie dopowiedziec.
Ten process moze tez przybrac inne formy. Po ponad osmiu latach do Nowego Jorku zawital moj kumpel ze studiow. Przyjechal na
jakies szkolenie ze swojej firmy. Wraz z dwojka jego znajomych zwiedzamy miasto. Tlumacze, opisuje, staram sie pilnowac aby nie
palnac jakiegos glupstwa. W pewnym momencie slysze “Ty budujesz zdania po angielsku”. Niby mowie po polsku, ale struktura
zdania jest zapozyczona.
Popuscmy wodze fantazji. Zalozmy ze proces wymiany komorek nastepuje w pewny okreslonym tempie. Jedna komorka na dzien, kilka
procent na miesiac. Pewna okreslona ilosc na rok. Mozna dokladnie wyliczyc, stworzyc tabelke I prowadzic weryfikcje przed spotkaniem
polonijmym.
- Ile lat jest pan w Stanach?
- Kilka lat
- To prosze, zapraszamy do grupy z napisem 20%
- Nastepny, ile lat?
- Nascie
- To Panu przysluguje szarfa 200% normy
- Nastepny, jak dlugo
- Oj dawno,
- Tak, nasza tabelka juz Pana nie obejmuje, mamy do czynienia z kompletna wymiana komorek, to jakby to powiedziec Pan juz jest
Amerykaninem. Prosze sie nie obawiac, wszystko jest w porzadku. Amerykanie tez moga brac udzial w naszym spotkaniu.
77.
1991
“Vive La Difference” I Lazurowe wybrzeze. Trzy dni spedzone na podziwianiu urokow slonecznego poludnia oraz trzy noclegi pod nazwa
“stacja parkiet”, “stacja krzaki” oraz “stacja laki” Ale po kolei.
Postanowilismy zwiedzic Marsylie. Samo miasto robi wrazenie, chociaz otoczenie dworca kolejowego nie za bardzo. Po zapoznaniu sie
z tamtejszym elementem spolecznym ktory okupuje okolice, wyruszylismy na poszukiwanie hostelu. Po ponad godzinnej przechadzce z
plecakami, dotarlismy wreszcie do calkiem ladnego budynku, mieszczacego sie na niewielkim wzniesieniu.
Juz pierwzy rzut oka w cennik dal nam rozeznanie ze popelnilismy blad. Nie bylo nas stac na ekstrawagancje typu nocleg ze
sniadaniem. Powrot na dworzec nie wchodzil w rachube. Po kilkunastu minutach targowania w recepcji dobilismy targu. Dostalismy
kawalek parkietu w pokoju przeznaczonym do remontu, a nastepnego dnia mielismy sie zabierac w droge, ale juz bez sniadnia.
Wszystko to za polowe ceny.
Ku naszemu zaskoczeniu parkiet dzielilismy z dwojka Australijczykow. Z samego rana wpakowala do pokoju grupa remontowa, I w
pospiechu zwinelismy swoje manele. Kilka nastepnych godzin spedzilismy na portowym murku, probujac nadrobic braki snu.
Nastepny dzien postanowilismy spedzic w Cannes. Oczywiscie nie byloby nas stac na hotel, wiec wybralismy na nocleg miejscowosc
ktora lezy najblizej tego miasta. Tym razem szukalismy noclegu na kempingu. Wlasciciel jednego z nich okazal sie kapitalista nie do
zdarcia, wykrzyczal nam wprost w twarz ze “ nic za darmo “. Jego cennik byl nazbyt wygurowany nawet dla brytyjskiego turysty
legitymitujacego sie paszportem na nazwisko Gregory Peck. Nie byl on jednak z tych Peck’ow
Chca nie chcac musielismy znalesc inne miejsce. Po godzinie lazenia po okolicy natrafilismy na grupe turystow rozbitych na dziko na
terenie czegos co przypominalo stadion LZS-u.
Opisywanie samego Cannes mija sie z celem. Ladne hotele, w tym ten najbardziej znany, Carlton, wykorzystany w teledysku Eltona
Johna. Wydzielone kawalki plazy I ta ogolnodostepna na samym koncu. Oczywscie skorzystalismy.
Wreszcie ostatni przystanek Monaco, pieknie polozone z niewielkim portem do ktorego zawijaja statki, stateczki I lodzie roznej
wielkosci. Probowalem zrobi zdjecie, ale ktos z ochrony jednego z yachtow wyraznie pogrozil mi palcem.
Zanim jednak dotarlismy do Monaco, spedzilismy jeszcze jedno noc, tym razem na niewielkiej stacyjce. Bylo za pozno na szukanie
noclegu w innym miejscu. Rzulismy wiec nasze bagaze w nablizsze krzaki, a rano obudzil nas przejezdzajacy pociag. Po tym noclegu
zostaly mi przez kilka nastepnych dni, slady na rekach po ugryzieniach roznego rodzaju robactwa
78.
Od naszego ostatniego normalnego posilku minely juz dwa tygodnie. Dzieki uprzejmosci naszej znajomej w Paryzu, zachaczylismy o
studencka stolowke. Kilka dni wczesniej zrobilismy podobnie bedac na Uniwersytecie w Bielefeld. Teraz kiedy dotarlismy do Genui,
calkiem przypadkowo natknelismy sie na budynek lokalnego uniwersytu. Od razu przyszla nam do glowy jedna mysl “trzeba cos
przekasic”
Moj plecak byl w polowie wypelniony puszkami z pasztetem. Zrobilem niezly zapas przed wyjazdem w trase. Kiedy dotarlismy do
Hiszpanii, wybralem sie ponownie do sklepu I zakupilem wystarczajaca ilosc na powrotna droge. Musielismy tylko kupic troche chleba
I cos do picia. To byla prawdziwa dieta cud. Kumpel tak schudl ze musial sobie zrobic trzy nowe dziurki na pasku I przytrzymywac
spodnie zeby mu nie spadly. Koszula ktora nosil, po powrocie do kraju stracila kolor, wyplowiala I przetarla sie na plecach.
Ja chyba tez nie wygladalem najlepiej kiedy wdepnelismy do pierwszego lepszego pokoju z pytaniem “gdzie jest stolowka”, dwie
mlode dziewczyny wpadly w panike. Pytaniom nie bylo konca “co, gdzie, dlaczego?” przeciez sa restauracje. No tak zgadza sie, ale my
nie za bardzo mozemy, wiecie rozumiecie. Wbijalem wzrok w sufit I szuralem noga. Aha, usmiechnely sie I zabraly do roboty.
W ruch poszly telefony, kopiarka, nasze dokumenty. Dostalismy do reki jakies tymczasowe legitymacje, zaswiadczenie oraz mape
miasta. “Stolowka, jest niedaleko, musiecie tam tylko dojsc”.
Kiedy wyszlismy nas ulice, nie za bardzo bylismy przekonani czy powinnismy sie tam udac. Dziewczyny zmarnowaly na nas ponad pol
godziny, a nam apetyt przeszedl. No I odnalezienie stolowki nie bylo takie proste. Miala byc za rogiem, a okazalo sie ze tych rogow jest
kilkanascie.
Jestesmy na miejscu. Troche niesmialo wchodzimy do budynku ktory przypomina polskie akademiki. Pytamy sie o droge I wreszcie
wchodzimy do wiekszej sali. Trzymamy w rekach mape I skierowanie na “wczasy”. Ktos z obslugi wyskoczyl z za lady I krzyknal po
wlosku “jadom, jadom”. W ciagu kilku sekund obskoczylo nas cale towarzystwo, obsluga, kucharze, swietlicowi I sprzatacze.
Kazdy chcial nam cos polozyc na talerz. Przekrzykiwali sie wzajemnie, “tu jest pasta, tam spaghetti, chleba bierzcie, chleeeba.”
Oj najedlismy sie tego dnia, przez nastepne kilka godzin lezelismy na murku przed akademikiem. Nastepne “tankowanie” dopiero w
kraju.
79.
Poznalem go kilka lat wczesniej. Niezbyt wysoki, dosyc szczuply, bez zbednej masy mesniowej. Energicznie zabral sie za naprawianie
kosiarki. Cos odkrecil, troche postukal w obudowe, wreszcie obiecal przyniesc nowe czesci.
Widzielismy sie pozniej jeszcze kilka razy. Erik, bo tak mial na imie, wital mnie zawsze z usmiechem na twarzy. Zawsze skory do
wymiany kilku slow.
To byl zwykly dzien, jak kazdy inny. Sloneczny, odcinek od stacji metra do pracy przeszedlem na piechote. Po drodze wstapilem do
sklepiku, kupilem cos do picia I bulke z maslem. Potem usiadlem przy biurku. Juz zabieralem sie za sniadanie, kiedy do biura wpadl
kumpel z informacja “samolot uderzyl w WTC”. Z pewnym niedowierzaniem przygladalem sie jego twarzy. Umiech nie znikal z jego ust.
Moja pierwsza mysl “pewnie wypadek”. Za kilka minut pojawia sie z nowa wiadomoscia “kolejny samolot uderzyl w druga wieze”
Informacje docieraja lawinowo, nastepny samolot rozbil sie w Waszyngtonie. Sytuacja staje sie surrealistyczna, przeciez nie jestemy
czescia filmu “Dzien Niepodleglosci”. Dopiero po drugim uderzeniu w wieze WTC, dotarlo do nas ze mamy do czynienia z atakiem
terrorystycznym.
Kilka tygodni wczesniej kanal ABC w swoim programie publicystycznym 20/20 nadal rozmowe z brodatym gosciem w turbanie.
Odgrazal sie ze zniszczy Ameryke. Niech sobie gada, nikt nie bedzie bral wariata na powaznie.
Ten wywiad przypomnial mi sie w momencie kiedy ogladalem walace sie wieze na ekranie telewizorka w hiszpanskim sklepiku. Wtedy
dopiero naprawde sie przestraszylem. Dym, spowil caly dolny Manhattan. Uswiadomilem sobie ze “Przeciez tam jest moja zona”
Probowalem sie z nia skontaktowac, bez skutku. Telefony nie dzialaja, jest internet ale dostaje glownie pytania z Europy “czy wszystko
w porzadku? Czy zyjecie?” Ja tak, ale nie wiem co z Nia. Pojechala do pracy I nie wiem co sie dzieje, pracuje tuz przy Fulton Street.
W momencie kiedy wychodzila ze stacji metra przy Wall Street, ktorej jedno z wejsc miesci sie w budynku banku Chase, jacys ludzie
wciagneli ja do srodka. Drugi samolot wlasnie uderzal w wieze. Stacja miesci sie o piec minut od WTC. Wystarczy przejsc Broadway,
potem niewielki skwerek I jestesmy na miejscu.
Wszyskie osoby zgrupowano w podziemiach. Wsrod nich byly te ktore tam pracowaly, jak I te ktore szukaly schronienia z ulicy. Byli
wsrod nich ranni. Musialu na nich spasc fragmenty tynku.
W tym zamknietym pomieszczeniu przesiedziala mniej wiecej do godziny 13tej. Powoli zaczeto wypuszczac ludzi na ulice. Razem z
jakas Chinka, trzymajac sie za rece, w gestym dymie ktory ograniczal widocznosc, kierowaly sie w kierunku polnocnym.
Dopiero okolo godziny 16tej dostalem telefon, ze jest, ze zyje I ze dzwoni ze stacji kolejowej Penn Station na 34 ulicy. Bedzie probowac
sie dostac jakos do domu. Dzieki pomocy ludzi ktorych dopiero co poznala, dotarla wreszcie na miejsce poznym wieczorem.
Tak minal pierwszy dzien. W ciagu kilku nastepnych, mielismy mozliwosc poznania skale zniszczen. WTC przestalo istniec. Przez
atakiem, chyba nie zdawalismy sobie sprawy jak wazne byly te dwie wieze dla funkcjonowania miasta. Wczesniej byly to tylko dwa
budynki, moze niezbyt piekne ale za to naprawde wysokie.
Mialem okazje tam byc wiele razy, co najmniej kilkadziesiat. Byly dni ze wjezdzalem na wyzsze pietra 2 lub 3 razy. Dla mnie jednak WTC
to byl caly kompleks sklepow I sklepikow ktory miescil sie w podziemiach. Trzy stacje metram, linii 1, 9 przy Cortland Street, stacja linii
R oraz koncowa stacja linii E. Jeszcze nizej miescila sie stacja kolejki Path, laczaca WTC z New Jersey. Nad stacja sklep fimy GAP, po
drugiej stronie bank. obok jubiler. Dlugi pasaz laczy dwie wieze, ktore potocznie byly zwane “jedynka” I “dwojka”. Zastanwiam sie czy
wszyscy zdazyli stamtad uciec.
Zaraz po wejsciu przez obrotowe drzwi, po prawej stronie miescily sie stanowiska kontroli do ktorego musieli sie zglosic wszyscy
odwiedzajacy. Zabezpieczenia te wprowadzono po pierwszym ataku w 1993 roku. Wieczorem tylko osoby uprawnione I zarejestrowane
mogly wjechac na wyzsze pietra. Drobiazgowo sprawdzano dokumenty I zdjecia odwiedzajacych.
Same windy dojezdzaly tylko polowy budynku. Potem nalezalo sie przesiasc do nastepnej windy ktora zabierala chetnych na najwyzsze
pietra. Tylko jedna winda dojezdzala na taras widokowy , oczywiscie byla ona przeznaczona dla turystow ktorych tam nigdy nie
brakowalo. Widok z gornych pieter byl niesamowity. W dniach kiedy pogoda nie dopisywala, gorne pietra wiez znajdowaly sie juz w
chmurach.
Mielismy szczescie, tragedia 9/11 nas osobicie nie dotknela, ale kilka dni pozniej dowiedzialem sie ze odszedl od nas Erik. Zostawil
zone oraz corke. Tego feralnego dnia, dowiedzialem sie tez ze byl strazakiem.
80.
Istnieje przekonanie ze blizsze znajomosci z “ tuziemcami ” sa bardzo utrudnione, a wrecz niemozliwe. Rozmowa moze sie ograniczyc
do wytrenowanych stwierdzen typu “wszystko jest OK”. W rzeczywistosci jednak przekroczenie bariery niecheci jest mozliwe po zadaniu
kilku dociekliwych pytan. Z reguly nie slychac wtedy “ to nie twoja sprawa”. Po okazaniu niewielkiego zainteresowania, ta druga strona
zaczyna wylewac swoje “zale”
Znika wtedy przyklejony usmiech na twarzy a na pytanie o prace mozna uslyszec “SOS” czyli “same old shit”
W mojej firmie wiekszosc osob szukala innego zatrudnienia, lub miala zamiar to zrobic. Zawsze mozna przeciez znalesc lepsza prace.
Jeden z kumpli mial na swoim komputerze kilka wersji zyciorysu. Poniewaz na pulpicie znajdowalo sie kilkadziesiat ikon roznych
programow I plikow, zaden postronny obserwator nie bylby wstanie zorientowac sie o jego zamiarach.
Co ciekawe, byl kolejna osoba ktora nie posiadala wyzszego wyksztalcenia. Moja profesor od Finansow na LaGuardii twierdzila ze tytul
“bachelora” jest jak legitymacja zwiazku zawodowego, ktory otworzy drzwi kariery, a tu mialem po raz kolejny do czynienia z osoba ktora
poszla na skroty.
Podobnie jak kobieta w srednim wieku, tak samo jak ja imigrantka, ale urodzona w Ekwadorze. Jej praca polegala na wypelnianiu
roznego rodzaju formularzy o pomoc stanowa, niezbedna dla funkcjonowania naszej firmy. W pewnym sensie byla nie do zastapienia,
gdyz pozostale osoby, wlacznie z kierownictwem, nie mialy pojecie na czym polega jej praca. Zaczela rozgladac sie za nowym
zajeciem w momencie kiedy stalo sie jasne ze szef nie ma zamiaru dac jej podwyzki rzedu 10 tysiecy dolarow.
Rozeslala swoj zyciorys w kilka miejsc. Brak dyplomu oczywiscie utrudnial poszukiwania. W pewnym momencie rozwazala nawet
“zakupienie” dokumentu z internetowej oferty, wydanego “malym drukarzem”. Wspolnie doszlismy do wniosku ze nie jest to najlepsze
rozwiazanie.
Jej determinacja w szukaniu nowej pracy byla spowodowana koniecznoscia oplacenia czesnego dla swoich dwoch corek. Poczatkowo
obie uczeszczaly do nowojorskich szkol publicznych. Poniewaz wybijaly sie ponad przecietnosc, zostaly wyluskane z tlumu przez
system oswiaty. Obie otrzymaly oferty nie do odrzucenia, I okres nauki w High School spedzily juz w elitarnych szkolach zlokalizowanych
gdzies na terenach Massachusetts.
Po kilku tygodniach poszukiwan znalazla wreszcie upragniona prace. Lepsze zarobki, mniejszy stress. Utrzymuje z nia w dalszym ciagu
kontakt. Nadzoruje teraz dzial ksiegowosci w firmie o podobnym profilu. Snuje tez smiale plany na przyszlosc.