Prasa
Wszelkie prawa zastrzezone. Publikowanie bez wiedzy i zgody autora zabronie.
Wielka amerykanska gazeta “New York Times” drukuje od kilku tygodni serie artykulow o podzialach klasowych w Stanach
Zjednoczonych. Intencja tej serii jest uswiadomienie czytelnikowi, jak bardzo spoleczenstwo tutejsze jest zroznicowane pod wzgledem
bogactwa, szans zyciowych, dostepu do opieki zdrowotnej , edukacji. Byc moze dla zamoznych, z dobrych ustabilizowanych rodzin, z
ktorych pochodzi wiekszosc czytelnikow “New York Times”, jest to jakies odkrycie , pokazanie swiata, o ktorym wiedzieli albo zaledwie
domyslali sie jego problemow. Jest to bowiem swiat robotnikow pracujacych na budowach, kobiet zajmujacych sie sprzataniem lub
zmywajacych naczynia w restuaracjach.
Dla nas, imigrantow w pierwszym pokoleniu, brak w tych opisach egzotyki. Tylko nieliczni szczesciarze nie zaczynali od pracowania na
“na konstrakszyn” lub jezdzenia na taksowce. Nasze zony sprzataly , gotowaly albo opiekowaly sie staruszkami. To jest nasze zycie,
nasze doswiadczenia, wiekszosc z nas przez to przeszla. Intencja tej serii jest takze pokazanie, jak trudny jest awans spoleczny w
dzisiejsze Ameryce. Autorzy reportazy alarmuja, ze mit pucybuta, ktory zostal milionerem, jest martwy. Ze coraz trudniej zrealizowac
amerykanskie marzenie o blyskawicznej karierze I wielkich pieniadzach. To chyba takze takze nie jest odkrycie. W historii kazdego kraju –
Ameryki takze – okresy, kiedy mozna bylo robic oszalamiajace fortuny w ciagu kilku lat, trwaly krotko. I w gruncie rzeczy awans nigdy nie
byl latwy, zas tym ktorym sie poszczescilo bylo niewielu. Nagroda czekala tylko na najwytrwalszych, najodwazniejszych I
najsprytniejszych. Calej reszcie pozostawal smak goryczy, poczucie kleski, ktore topili w alkoholu, hazardzie, czesto konczyli smiercia
samobojcza.
Symbolem takich gwaltownych zmian moga byc dzieje miasta Virginia w Nevadzie. Przez kilkanascie lat, u schylku ubieglego stulecia,
Virginia City bylo najwiekszym miastem na zachodzie Stanow Zjednoczonych, pomiedzy Chicago I Pacyfikiem. W Virginia City powstaly
luksusowe rezydencje, hotele, nawet gmach opery, w ktorym wystepowali najwybitniejsi artysci tamtej epoki. Swoj rozkwit miasto
zawdzieczalo pokladom zlota. Najwieksi szczesciarze zostali milionerami, bylo ich kilku. Zapewne kilkuset, a moze pare tysiecy
wzbogacilo sie, a ilu musialo szukac szczescia gdzie indziej albo zmarnowalo zycie, tego nie wiemy. Dzis Virginia City jest biedna osada
liczaca kilkuset mieszkancow.
W okresie biedy Virginia City przezywala swoj burzliwy rozwoj I niemniej gwaltowny upadek, rodzila sie wlasnie legedna American
dream. Pozostawili ja po sobie ci, ktorym sie powiodlo. O tych ktorym sie nie udalo , trudno sie cokolwiek dowiedziec. W tamtych czasach
nie pisano o nich analitycznych reportazy. Ich nazwiska mozna co najwyzej znalesc na cmentarzach. I to wlasnie byly czasy najwiekszej
ruchliwosci spolecznej w dziejach Ameryki.
Nie ulega watpliwosci, ze jest ona dzis mniejsza niz sto lat temu. Ostatni artykul z “New York Times” opowiada o losie greckiego
imigranta, ktory przyjechal do Ameryki 50 lat temu I dzis ma w Nowym Jorku trzy dobrze prosperujace restuaracje . Pracuje u niego
“nielegalny” Meksykanin, po 15 latach pobytu w Ameryce pozbawiony perspektywy wydobycia sie z kregu biedy. Lepsze szanse maja
dopiero jego dzieci. Byc moze one je wykorzystaja. Ale problem owego nielegalnego polega rowniez na tym, ze rodzina w Meksyku uwaza
go za bogacza, oczekuje pieniedzy, ktore on im ciagle wysyla.
Bo przy wszystkich udrekach zycia w biedzie, przy wszystkich barierach utrudniajacych awans spoleczny dzisiejsza Ameryka jest ciagle
krajem, w ktorym latwiej jest poprawic swoj los niz gdziekolwiek na swiecie. Nikt o tym nie wie lepiej niz my, imigranci.
Editorial
Nowy Dziennik
27.05.05